|
ZABRAKŁO KRZESEŁ... 8 kwietnia
Takiego zebrania nie pamiętamy od lat…
Chyba po raz pierwszy w dziejach Stowarzyszenia zebranie informacyjne
przekształciło się w spotkanie niezwykle spontaniczne i nawet uroczyste.
Po dwóch godzinach obrad wydawało się, że jakaś nowa więź połączyła nas
wszystkich. Nie było żadnego tematu do uniesień i manifestacji, a zwykła
informacja o stanie rozmów z władzami miasta na temat czynszów, a przede
wszystkim informacja jak prowadzić negocjacje czynszowe w świetle
osiągniętego porozumienia (tzw. „protokół ustaleń” z dnia 7 marca 2008
r.). Członkowie Zarządu Stowarzyszenia razem z przedstawicielami
zaprzyjaźnionych organizacji kupieckich relacjonowali jak przebiegały
negocjacje, jak w okresie miesiąca rozwija się współpraca z władzami
miasta i dzielnicy oraz jak wyglądają pierwsze po „porozumieniu”
negocjacje czynszowe poszczególnych przedsiębiorców. Odpowiednią
informację przedstawili również przedstawiciele kancelarii prawnej
wspomagającej nasze Stowarzyszenie. Na sali dziesiątki osób, a co chwila
dochodzą nowi przedsiębiorcy, nie tylko ze Starówki, ale z Krakowskiego
Przedmieścia i Nowego Światu, i „okolic” ciekawi jak w nowych warunkach
indywidualnie „negocjujemy” stawki czynszowe. Jak to było od początku,
przedstawił wiceprzewodniczący Maciej Kurek, mogliśmy się dowiedzieć jak
żmudna była droga do rozpoczęcia poważnych rozmów i w końcu osiągnięcia
porozumienia.
Z wypowiedzi przedsiębiorców, członków Zarządu,
prawników uczestniczących w pierwszych negocjacjach czynszowych wynika,
że przedstawiciele Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami Dzielnicy
Śródmieście niezbyt przejęli się obowiązującymi ich postanowieniami
podpisanego dopiero porozumienia i rzeczywistość dość daleka jest
jeszcze od tego, co tak pięknie wygląda na papierze, ujęte w „punkty i
paragrafy”. No i co z tego, że wynegocjowano z miastem stawkę 114 .– zł
dla Starego Miasta i Krakowskiego Przedmieścia, jako stawkę maksymalną -
twierdzi jeden z bardziej „aktywnych” przedstawicieli ZGN, skoro Jego
zdaniem stawka ta powinna wynosić np.. 180 zł, a dla konkretnego lokalu
..120zł za 1 m2, bo o takiej kwocie była mowa na poprzednich
negocjacjach (jeszcze przed podpisaniem porozumienia). A ten sam „miły
negocjator” na jakimś innym spotkaniu okazał łaskę i „opuścił” 2 złote
(słownie dwa złote). Nie jesteśmy na szczęście pozostawieni sami sobie i
na łasce czy niełasce tych samych urzędników. Są i negocjacje bardziej
przyjazne - wszystko zależy od człowieka i jego stosunku do nowych
ustaleń. Największy kłopot mają pracownicy ZGN z tym co dla nich
nieważnym niuansem, a dla przedsiębiorcy konkretnym wymiarem czynszowym.
Chodzi o nieokreśloną w konkretnym wymiarze stawkę procentową o jaki
można czy trzeba obniżyć stawkę wyjściową z powodu:
1) nieprawidłowego stosunku wielkości zaplecza czy powierzchni witryn do
całości powierzchni sklepu,
2) usytuowania wejścia (z ulicy z bramy itp..), 3) wyposażenia lokalu w
media (np. brak toalety),
4) indywidualna sytuacja w zakresie generowania obrotów (zbyt mała
powierzchnia, sezonowość branży..)
5) zapewnienie zaopatrzenia w artykuły podstawowe mieszkańców,
6) ochrona ginących zawodów, rzemiosła unikatowe, usługi i inne
indywidualne okoliczności. „Łaskawa” obniżka czynszu o 2 złote w
kawiarence, która nie posiada własnej toalety, to oczywiste
nieporozumienie i przykład niezbyt pozytywnych doświadczeń w realizacji
- w końcu nowej polityki czynszowej.
O ile możemy uznać w obecnej sytuacji, że
zawarcie porozumienia z władzami dzielnicy Śródmieście stanowi przełom i
choć nie jest dla wszystkich naszych członków jednoznacznie korzystne -
jednak po raz pierwszy mamy pierwsze ZASADY, a nie rozważania „z sufitu”
albo „po uważaniu”. Jak podkreślali to przewodniczący Stowarzyszenia
Roman Popowski i członek Zarządu Andrzej Kobel - niezwykle ważna jest
technika prowadzenia negocjacji. Mamy ramy prawne w jakich i my, i
negocjujący z nami pracownicy ZGN, musimy określić stawkę czynszu „do
przyjęcia”, zatem najważniejszą rolą każdego przedsiębiorcy jest
przekonanie drugiej strony, że jego lokal może, a nawet musi z
konkretnych powodów skorzystać z możliwości upustu. Załóżmy że sklep
przy ul. Świętojańskiej ma wejście z ulicy, odpowiednią powierzchnię
sprzedażową, witrynę, zaplecze i wszystkie media niezbędne do
prawidłowego funkcjonowania, wtedy od kwoty 114 zł będzie można odjąć
tylko owe 5, 10 czy 15% za dotychczasowy okres najmu. Ale jeśli nasza
placówka znajduje się przy bocznej ulicy, trzeba wejść do bramy po
schodach, a czasem i pokonać kratę jaką założyli lokatorzy, żeby dostać
się do placówki, a i powierzchnia na której obrotów dużych się nie zrobi
- to każdy argument jest za dalszym procentowym obniżeniem czynszu. Jak
przedstawiał to wiceprzewodniczący Janusz Lück na obojętność negocjatora
z drugiej strony stołu nie mamy wpływu, ale nasze argumenty jeśli
uzbroimy się w wyliczenia na piśmie, zdjęcia, czy stosowne plany - muszą
być wzięte pod uwagę, albo powinniśmy usłyszeć jakiś bardzo ważny
argument, dlaczego naszych postulatów się nie uwzględnia.
Michał Lenarczyk nasz prawnik może
uczestniczyć w negocjacjach tak jak i każdy członek Zarządu, ale to
każdy z wezwanych przedsiębiorców zna swój lokal najlepiej i wie jakie
nakłady poniósł i co zmodernizował, tak więc łatwiej nam samym
przygotować argumenty, a prosić jedynie o wsparcie w zbyt „twardych”
negocjacjach. Ważnym jest dla każdego jego godność osobista i nikt nie
może sobie pozwolić na niestosowne żarty czy nawet celowe poniżanie
przedsiębiorcy nie przyzwyczajonego do twardych (nie wiadomo dlaczego)
reguł tych „rozmów”. W takich przypadkach należy chyba zanotować
odpowiednią wypowiedź negocjatora i poprosić o kolejny termin negocjacji
ale w innym składzie. Poinformowany o naszym zamiarze zrelacjonowania
rozmów mediom czy władzom dzielnicy zapewne zastanowi się nad tym czy
bawić się w psychologicznie zmiękczanie właściciela sklepu, czy przejść
do meritum sprawy.
Choć osiągnięte z miastem porozumienie daje nareszcie jakieś podstawy
prawne do dalszych negocjacji rozumiemy to i tak jako początek drogi,
stwierdzali zgodnie obecni na sali jak i prowadzący zebranie. To wstęp
do wykupu lokali i ostatecznego sprywatyzowania handlu, co po kilkunastu
latach demokracji wydaje się jeszcze niektórym przedstawicielom władz
niemożliwe.
Pod koniec zebrania, które niezwykle wartko
toczyło się bez żadnej przerwy - zebrani zapoznali się z informacją
przedstawioną przez jedną z koleżanek o „zakazie sprzedaży lokali w
strefie wydzielonej” - bo zabytkowej. W tej samej strefie sztucznie
wymyślonej, gdzie już część lokali sprzedano, gdzie rejestruje się
działalność gospodarczą np.. na 1 piętrze, lub sprzedaje lokale
lokatorom, a przedsiębiorcom - nie. Jak się okazuje zarządzenie
prezydenta miasta które blokuje możliwość dalszego wykupu lokali ma wadę
prawną, jakby tak „niechcący” wprowadzoną. Choć w tej sprawie
Stowarzyszenie już występowało do Pani Prezydent - odpowiedzi brak,
dlatego zebrani postanowili składać indywidualne pisma o usunięcie wady
prawnej w Zarządzeniu nr 1151/2008 Prezydenta Miasta Stołecznego
Warszawy z dnia 9 stycznia 2008 roku. Umówiliśmy się zatem na spotkanie
...w kancelarii Urzędu Miasta przy placu Bankowym. (relacja na dalszych
stronach)
Żadne sprawozdanie pisane nawet złotymi literkami nie odda w pełni
atmosfery zebrania jakiego jeszcze nie było. Skoro jak w tytule
„zabrakło krzeseł” w sali gdzie często połowa miejsc nie jest zajęta, to
nie tylko temat ważny niezwykle, ale chyba i jakaś jedność i wspólna
troska nas znów jednoczą. To ogromnie ważne, dla każdego, kto wiele lat
spędził w swojej placówce i teraz po latach starań nie chce dać się
wpędzić w atmosferę zagrożenia i niemożności. Jesteśmy razem w ważnych
sprawach i choć często mamy różne zdania, to umiemy jak widać wypracować
wspólne stanowisko. Uśmiechnięte twarze wychodzących z zebrania, to
chyba największa satysfakcja. Nie jesteśmy skłóceni, stanowimy pewną
społeczność z której zdaniem powinny się liczyć władze. Dlatego bez
zbędnej dumy, ale z troską wszyscy nauczyliśmy się myśleć „do przodu” ,
a nie rozważać kolejne „tragiczne” scenariusze. Możemy odczuwać pewne
zadowolenie, kiedy nasze niedawne pomysły przejmują inni, bo nie liczy
się chwilowa satysfakcja, ale cel - jak choćby kolejne inicjatywy mające
na celu ożywienie smutnej Starówki. |