|
Odpowiedzialność przedsiębiorcy za sprzedaż i podawanie
napojów alkoholowych jest ogromna. Wystarczy, ze
naruszony zostanie choćby tylko jeden zakaz sprzedaży
alkoholu (nietrzeźwym, osobom poniżej 18 roku życia czy
na kredyt) i na trzy lata traci się koncesję na sprzedaż
alkoholu. Tak stanowią postanowienia ustawy o wychowaniu
w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z dnia 26
października 1982 roku. Kierownik sklepu czy właściciel
restauracji ponosi tu bezpośrednią odpowiedzialność,
choć to nie on sprzedaje bezpośrednio alkohol, ale
sprzedawcy, kelnerzy czy barmani.
Szef placówki powinien odpowiadać za przeszkolenie
pracowników, za odpowiednie zapisy w aktach personelu
dotyczące przestrzegania zapisów ustawy jak też za
okresowe zapoznawanie pracowników z obowiązującymi
przepisami. Tymczasem zdarzają się sytuacje, kiedy
dorosły kupuje piwo młodocianemu, piją obok sklepu,
patrol policji czy straży miejskiej legitymuje
młodocianego i on, żeby starszego kolegę chronić, mówi
że kupił sam - w sklepie obok. To wystarczy aby
rozpocząć procedurę, która prowadzi do likwidacji
sprzedaży alkoholu na długi okres, bo co najmniej 3 lat.
Wiadomo, że wobec spadku obrotów, nastąpią zwolnienia
personelu, a sklep czy restauracja mogą ulec likwidacji.
Jak widać z powyższego przykładu nawet najlepiej
przeszkolony personel, legitymujący młodocianych i
niezwykle staranny też może zostać oszukany.
Także sprzedawca który pracuje sezonowo, nieuważny i
niestaranny sprzeda alkohol nieuprawnionym, a szef
ponosi konsekwencje. Co czeka personel? Najwyżej
przejście do innej placówki, o ile ktoś wskaże konkretną
osobę, ale to nie sprawca ponosi karę, a za to cała
firma będzie ukarana surowo.
Drugi przypadek, który rodzi wiele wątpliwości, to zapis
ustawy dający Wspólnotom Mieszkaniowym zbyt duże
uprawnienia. Od opinii Wspólnoty Mieszkańców zależy
wydanie zezwolenia na alkohol. Bywają sytuacje
paradoksalne, kiedy zgadzają się na działalność
restauracyjną, ale bez podawania alkoholu. Jest to
zrozumiałe przy firmie specjalizującej się w naleśnikach
czy gorących bułkach, ale kieliszek wina do obiadu, czy
piwo w lokalu na Starym Mieście, to nie bar
gastronomiczny z wyszynkiem na stojąco. Podobno zdarzają
się sugestie niektórych członków wspólnot, że jak się
restauracja odpowiednio zrewanżuje (opłaci) to na jakiś
czas niech podaje alkohol.
To jest chore i żaden ustawodawca zapewne nie
przewidywał takiej realizacji aktu prawnego. Nie nam
sugerować, że wychowanie w trzeźwości to cały proces, a
nie tylko zapis ustawy do tego całkowicie
niesprawiedliwy i rodzący patologie. W obecnym czasie
już zupełnie inaczej wyobrażamy sobie współpracę ze
Wspólnotami Mieszkańców i nasze wzajemne przyjazne
kontakty są tego najlepszym przykładem.
Dlatego też Kancelaria Radców Prawnych na
zlecenie Zarządu Stowarzyszenia wystosowała uwagi do
nowelizacji ustawy i przekazała do Posła Janusza
Palikota Przewodniczącego Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej
„Przyjazne Państwo”. W tej samej sprawie wystąpiliśmy do
Pani Ewy Kopacz - Ministra Zdrowia z prośbą o spotkanie
z przedstawicielami organizacji przedsiębiorców -
praktyków, celem przedstawienia odpowiednich uwag do
omawianej ustawy.
|
|
Nielegalny
handel zmorą Starówki
Nielegalny handel ma się dobrze. Można tak powiedzieć, bez
względu na porę dnia. Rano i do południa handluje się
„pamiątkami”, łańcuszkami, tasiemkami i wszelkimi tanimi i
niestety tandetnymi gadżetami, byle tylko gdziekolwiek był napis
Warszawa. Ten handel kwitnie głownie na Rynku wokół Syrenki,
choć tylko jedyny - Pan Kataryniarz, ma na to oficjalne
zezwolenie. Późnym popołudniem i pod wieczór rozkwita bazar
wzdłuż całej ul. Świętojańskiej, a szczególnym upodobaniem
handlujących cieszy się wejście do katedry. Sprzedaje się tu od
lat mniej więcej podobne „towary” - szaliki i kapelusze z
herbami klubów piłkarskich, obrusy i serwety w szerokim wyborze,
czapki, kamienie nie bardzo szlachetne, figurki i inne podobne
„pamiątki” z Polski i Warszawy.
Kilka razy już urząd miasta obwieszczał, że nielegalny handel
został zlikwidowany, ale jakoś te triumfalne sukcesy zbiegały
się z zakończeniem szkoły, a tym samym zakończeniem wycieczek
dziatwy szkolnej. Nie ma nabywcy to i sprzedawcy z Rynku jadą w
inne rejony. W ubiegłych latach bodaj 6 osób w rejonie Starego
Rynku prowadziło legalnie swoje stoiska opłacając podatki,
opłaty targowe - mając oficjalnie zarejestrowaną działalność
gospodarczą. Obecnie nielegalny handel ma się jeszcze lepiej bo
nie ma już książek, balonów, pamiątek sprzedawanych legalnie (po
prostu wydano zarządzenie o nowej organizacji handlu na Starym
Mieście i ... wylano dziecko z kąpielą).
Zarząd Stowarzyszenia upoważnił Kancelarię Radców Prawnych do
przygotowania i wysłania odpowiedniego pisma, zaadresowanego do
Komendanta Policji Dzielnicy Śródmieście i Terenowego Oddziału
Straży Miejskiej (ze wskazaniem właściwych przepisów prawa)
celem ograniczenia działalności nielegalnych „przedsiębiorców” ,
kolidujących często z działalnością naszych palcówek, ruchem
pieszym i stanowiących bardzo nieciekawą „wizytówkę” Starego
Miasta. |