Newsletter dla przedsiębiorców



Masz firmę? Oto 5 rzeczy, które koniecznie musisz zrobić przed 1 stycznia,
żeby zaoszczędzić na "Polskim ładzie"

"Polski ład" zbliża się wielkimi krokami. Jeśli masz firmę, postaraj się użyć nowych przepisów na swoją korzyść. Jeszcze z początkiem 2022 roku jest to możliwe. Zaoszczędź na składce zdrowotnej 330 zł, rozważ przesunięcie kontraktów lub zrób zakupy do firmy.
1. Zmiana formy opodatkowania
Wielu przedsiębiorców rozważa zmianę formy opodatkowania w związku z "Polskim ładem", który wejdzie w życie w 2022 roku. Nie warto działać pochopnie i należy najpierw rozważyć za i przeciw, ale jeśli się nam spieszy, to najbliższy termin podjęcia takiej decyzji przypada na 20 lutego przyszłego roku.
Wynika to z terminów podatkowych. Ryczałtowcy, liniowcy i osoby korzystające ze skali podatkowej mają czas do 20. dnia miesiąca miesiąc po miesiącu, w którym osiągną pierwszy przychód. Pierwszym takim miesiącem jest oczywiście styczeń, więc najbliższy termin to 20 lutego. Jeśli ktoś nie wypracuje przychodu w styczniu, wówczas ta data przesuwa się o kolejny miesiąc - do 20 marca, 20 kwietnia itd.
Dla tych, którzy rozważali wybór karty podatkowej, jest już za późno. Ta forma opodatkowania będzie przysługiwać tylko tym, którzy opłacą ją do 31 grudnia 2021 roku. Będą także mogli z niej korzystać w kolejnych latach. Nikt nowy na karcie podatkowej rozliczać się jednak już nie będzie mógł. Ta forma opodatkowania będzie więc stopniowo wygaszana. Powodem zmiany opodatkowania jest na pewno składka zdrowotna, która w przyszłym roku wzrośnie z 53,03 zł do minimum 270,90 zł. Jeśli to ona jest powodem rozważania zmiany, na pewno warto zwrócić uwagę na podatek liniowy, w przypadku którego składka wyniesie 4,9 proc. od dochodu. Przy skali podatkowej będzie już wyższa - sięgnie 9 proc. od dochodu.
Przy ryczałcie wyniesie ona także 9 proc., ale liczone według trzech progów:
- przy przychodach rocznych do 60 tys. zł - będzie to 9 proc. z kwoty 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia,
- przy przychodach rocznych do 300 tys. zł - będzie to 9 proc. z kwoty przeciętnego wynagrodzenia,
- powyżej 300 tys. zł przychodów rocznie - będzie to 9 proc. z kwoty 180 proc. przeciętnego wynagrodzenia.
Należy pamiętać, że ryczałt opłaca się firmom, które wypracowują duże zyski i mają niskie koszty (nie można ich odliczyć od podatku). Stawek ryczałtu będzie od przyszłego roku dziewięć. Wśród nich warto zwrócić uwagę na profesje uprzywilejowane. Należą do nich: medycy, w tym pielęgniarki - 14-proc. opodatkowanie, - branżę IT - 12-proc. - architektów i inżynierów - 14-proc.

2. Zaoszczędź na składce zdrowotnej
Jak wspomnieliśmy wyżej, składka zdrowotna będzie wyliczana od 2022 roku na nowych, dużo mniej korzystnych zasadach. Jest jednak sposób, żeby jeszcze w początkiem nowego roku tej daniny uniknąć.
Składkę za styczeń 2022 rok powinniśmy obliczyć jeszcze na starych zasadach. Rok składkowy trwa od 1 lutego do 31 marca. Stąd podstawą do wyliczenia składki zdrowotnej za styczeń 2021 jest przeciętne wynagrodzenie z IV kwartału 2021 roku. Choć składkę w 2022 roku naliczymy jeszcze na starych zasadach, to już nie odliczymy jej od podatku.
Przedsiębiorcy, którzy nie zatrudniają pracowników, mogą zaoszczędzić 330 zł. Dla tej grupy według obecnych przepisów termin zapłaty składek ZUS mija 10. dnia kolejnego miesiąca.
- Możemy uregulować należności wcześniej. Opłaćmy składki za grudzień jeszcze przed końcem 2021 roku. Taki zabieg umożliwi odliczenie od podatku składki zdrowotnej za ten miesiąc jeszcze na starych zasadach. Daniny na rzecz ZUS odliczane są według daty ich faktycznej zapłaty, dlatego nie będzie takiej możliwości, jeśli przedsiębiorca opłaci je dopiero w 2022 roku - wyjaśnia Mateusz Boguszewski, główny księgowy w firmie inFakt.

3. Przesuń kontrakty
Warto rozważyć, czy niektórych kontaktów nie warto przesunąć w czasie. Czasem podpisanie jednej dużej umowy pod koniec roku może znacznie podwyższyć nasz należny podatek. Wszystko dlatego, że możemy powiększyć przychód i wpaść w drugi próg podatkowy. Warto tego przypilnować.
Dotyczy to przedsiębiorców, którzy wybrali skalę podatkową - czyli najpopularniejszą formę opodatkowania w Polsce.
Obecnie osiągający dochód nie wyższy niż 85 528 zł odprowadzają 17 proc. podatku, a osiągający dochody powyżej tego limitu są zobowiązani do zapłaty niemal dwa razy wyższej stawki - czyli 32 proc. Nie ma formy przejściowej, obowiązują tylko dwa progi, więc warto rozważyć, czy jeden kontrakt/transakcja nie spowoduje, że znajdziemy się w drugim progu, a to będzie nas słono kosztowało.
Rząd PiS zaplanował w "Polskim ładzie" podwyższenie pierwszego progu podatkowego z 85 tys. zł na 120 tys. zł. Ale te przepisy wejdą w życie w przyszłym roku, więc 2021 rok trzeba zamknąć na starych zasadach. Tym bardziej że mamy szansę od 2022 roku wskoczyć w nowy próg. Po podwyższeniu progu do 120 tys. zł możemy zyskać ponad 5 tys. zł. 20 000 – 85 528 to różnica w dochodzie w wysokości 34 472 zł, a w podatku to 15 proc. (32 proc. – 17 proc.).

4. Zyskaj na podatku dochodowym i VAT
Wiele firm robi zakupy pod koniec roku na ostatnią chwilę. Wynika to z faktu, że firmowe zaskórniaki (czy też należności ściągnięte z faktur) wydają na takie rzeczy, które potem można odliczyć od podatku. Jakie są zasady tych odliczeń - przeczytasz w naszym poradniku o kosztach firmowych. Należy pamiętać, że zakupy można odliczyć niejako podwójnie - bo jeśli jesteśmy płatnikami VAT, to nie tylko pomniejszamy w ten sposób podatek dochodowy, ale i płacimy mniejsze faktury z tytułu VAT. Może więc w firmie przyda się nowy komputer, ekspres do kawy (ten odliczymy, jeśli zatrudniamy pracowników - taką zasadę przyjął urząd skarbowy).

5. Uporządkuj księgowość
Obowiązkiem przedsiębiorcy jest prowadzenie księgowości, ewidencjonowanie majątku. Oznacza to m.in. konieczność zrobienia pod koniec roku remanentu (czyli spisu z natury), który często spędza sen z powiek każdego, kto handluje jakimś towarem (jeśli jest płatnikiem podatku liniowego lub rozlicza się z fiskusem na zasadach ogólnych).
Podlegają mu wszystkie składniki majątku. W remanencie musimy wykazać towary handlowe, wyroby gotowe, materiały podstawowe i pomocnicze, półwyroby, produkcję w toku, braki własnej produkcji i odpady oraz wszystkie towary będące własnością firmy, a których w dniu remanentu fizycznie nie ma w zakładzie, oraz towary obce znajdujące się w zakładzie.
Towary obce to na przykład wzięte w komis, przyjęte do magazynowania. Następnie mamy 14 dni, by je wycenić (możemy to zrobić na podstawie ceny zakupu - ta jest pomniejszona o podatek od towarów i usług, a przypadku importu także cła, akcyzy, opłat celnych - na podstawie ceny nabycia, ceny rynkowej czy kosztów ich wytworzenia, od których się odejmuje np. koszty materiałów).
Uwaga! Lepiej mieć niedobory niż nadwyżkę. Remanent jest brany pod uwagę przy zeznaniu rocznym. Nadwyżka to nasz dodatkowy przychód (zalicza się go do otrzymanych nieodpłatnie rzeczy), czyli wyższy podatek, a niedobór - strata. Przedsiębiorca, który zaniecha tego obowiązku, będzie miał problem z odpowiednim naliczeniem podatku. O kłopotach z fiskusem nie wspominając - w tym przypadku urząd sięgnie po kodeks karny skarbowy i ukarze nas sankcjami za nierzetelne prowadzenie ksiąg rachunkowych.
Wówczas w drodze decyzji możemy dostać mandat (do 240 stawek dziennych, jedna stawka to średnio kilkanaście zł), a fiskus sam oszacuje podstawę opodatkowania naszej firmy. Ścieżka odwoławcza od takiej decyzji jest długa i bolesna. A nowy rok lepiej zaczynać bezboleśnie.

Uwaga!!! Uwaga!!! Bardzo ważny komunikat.
Szanowni Przedsiębiorcy - jak informuje Zakład Gospodarowania Nieruchomościami Dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy:
Rada Warszawy podjęła uchwałę nr LVII/1814/2021 z dnia 09.12.2021r. zgodnie z którą wnioski dotyczące ww. obniżek czynszu za rok 2021 można składać tylko do 31.12.2021r., co oznacza, że ostatnim miesiącem podlegającym obniżce czynszu z tytułu COVID-19 jest grudzień 2021 roku.
Ewentualne uzupełnienie niekompletnych wniosków możliwe będzie jedynie w styczniu 2022 roku.
Wnioski za 2021 rok rozpatrywane będą na dotychczasowych zasadach.

"Polski ład". Podatkowe zombie przegłosowane i wejdzie w życie
Piotr Miączyński
29 października 2021 | 15:53
To już jest koniec. Sejmowa lokomotywa PiS zakończyła bieg. "Polski ład" wejdzie w życie od stycznia. A wraz z nim składka zdrowotna, której nie będzie można odliczyć .
Senat zakończył prace nad poprawkami do „Polskiego ładu" w czwartek wieczorem, a już w piątek rano zajął się nimi Sejm. Sejmowa Komisja Finansów Publicznych nie miała tutaj żadnych wątpliwości, rozjechała najważniejsze zmiany zaproponowane przez senatorów.
Pozbawiona możliwości zabrania głosu była strona społeczna.
Głosowanie w Sejmie pozostawało formalnością. Posłowie byli przeciw propozycji Senatu – opóźnienia ustawy o rok.
Nie będzie dodatkowych pieniędzy dla samorządów, jak chcieli senatorowie. Nie będzie też rozszerzenia tzw. ulgi dla klasy średniej na emerytów i osoby na umowach zlecenie.
Przyjęto głównie drobne poprawki redakcyjne.
Premier Mateusz Morawiecki może czuć satysfakcję, to on za wszelką cenę parł do "Polskiego ładu".
Pakiet zmian w podatkach wywróci nasze życie na najbliższe miesiące i lata do góry nogami. Nie do końca tak, jak to na początku obiecywano.
"Polski ład" miał – według rządu – ograniczać samozatrudnienie. Po rządowych poprawkach wręcz do niego zachęca.
Miał sprawić, że osoby bardziej zamożne więcej dorzucą na służbę zdrowia. Zawiera tymczasem rozwiązania bardzo korzystne dla niektórych zamożnych osób.
Na przykład informatyk, jeśli pod regulacjami „Polskiego ładu" zarobi ok. 600 tys. zł rocznie – a w tej branży nie jest to nic szczególnie zaskakującego – to opodatkowanie w ramach ryczałtu wyniesie w granicach 12,5 proc. Osoba na umowie o pracę zapłaci ponad 40 proc.
Nowa ulga dla rodzin z czwórką i więcej dzieci najbardziej korzystna jest dla najbogatszych rodzin wielodzietnych itp. itd.
"Polski ład" to też potężne transfery dla emerytów i rencistów. To grupa, na której PiS chce budować drogę do trzeciej kadencji. Z tego samego powodu żadne dodatkowe obciążenia nie spadną na rolników.

"Polski ład". Czeka nas chaos
Organizacja przedsiębiorców Lewiatan jeszcze przed głosowaniem wydała komunikat, że będzie to największa w historii podwyżka podatków dla firm.
Wysokie czy niskie podatki – to jednak decyzja polityczna. Jest inny, dużo większy problem.
– Kilkanaście lat zajmuję się prawem podatkowym. Nie rozumiem wielu przepisów – przyznał w trakcie prac senackich Michał Wodnicki, ekspert BCC ds. podatków osobistych i ubezpieczeń społecznych, partner w firmie doradztwa podatkowego Crido, będący po gruntowej lekturze „Polskiego ładu".
Legislacyjny potworek ma wejść w życie od 1 stycznia. Ma blisko 300 stron, a do tego dochodzi kilkaset stron uzasadnienia, często tłumaczącego, co autorzy mieli na myśli.
Prawnicy mający pracować przy tym dokumencie gremialnie zrezygnowali, bo nie byli w stanie tu niczego poprawić. Ile rząd dał Rządowemu Centrum Legislacji na ostateczne zbadanie projektu, zanim wysłano ustawę do Sejmu? Kilka godzin.
Nie, to nie jest żart.
Sejmowi prawnicy również nie dali rady zająć się tą sprawą i umyli ręce. Poinformowali, że ze względu na liczbę zmian i krótki czas prac nie są w stanie przygotować opinii prawno-legislacyjnej do projektu.
Po raz pierwszy nad ustawą bardziej poważnie pochylił się Senat. Jednak jego trud okazał się bezcelowy. Rząd i posłowie PiS poprawki zignorowali.
– Nowe przepisy przez kolejne miesiące albo lata będą przedmiotem objaśnień wydawanych przez ministra finansów i sporów podatników z organami podatkowymi i sądami administracyjnymi. Jestem przekonany, że już niebawem do Sejmu trafi kolejna nowelizacja ustaw podatkowych, poprawiająca wadliwe przepisy "Polskiego ładu" – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan.
Lewiatan twierdzi, że brakuje słów, aby wyrazić oburzenie dla przyjętego vacatio legis, które wyniesie w zależności od tego, kiedy ustawę podpisze prezydent, ok. 5-6 tygodni.

Jeżeli przeraża cię "Polski ład"
Biura rachunkowe już się reklamują hasłem: "Jeżeli przeraża cię Polski ład...". Zagubieni w nowych przepisach i przerażeni kolejnymi daninami przedsiębiorcy szukają porad, które stawki rosną. W Warszawie dochodzą one nawet do 1 tys. zł za 45 minut rozmowy.
Prawdziwy najazd petentów dopiero się jednak zacznie. Setki tysięcy przedsiębiorców będą dobierać w pośpiechu nowe formy rozliczeń podatkowych. Na analizy zostanie im najprawdopodobniej miesiąc.
Przedsiębiorstwa już się martwią, jak wypłacą wynagrodzenia za grudzień (wypłata w styczniu). Firmy informatyczne nie chcą wprowadzać zmian w systemach płacowych (np. w zakresie ulgi na klasę średnią), póki nie ma przepisów, a pracę będą mogły zacząć dopiero teraz.
– Zakład Ubezpieczeń Społecznych wylobbował dla siebie zwolnienie ze stosowania prawa zamówień publicznych dla potrzeb realizacji zmian wprowadzonych tą ustawą. Niestety, firmy na zwolnienia czy taryfy ulgowe liczyć nie mogą i zostały zmuszone ponieść bardzo wysokie koszty przygotowania się do nowych zasad rozliczeń, przy jednoczesnym ryzyku, że nawet dokładając wszelkich starań, nie zawsze będzie to wykonalne – twierdzi Lewiatan.

"Polski ład". Czy podbije inflację?
Część ekspertów kwestionuje, czy to w ogóle dobry moment na podobne projekty. Dr Jarosław Neneman, adiunkt w Instytucie Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego, trzykrotny wiceminister finansów odpowiedzialny za politykę i legislację podatkową w rządach Marka Belki, Kazimierza Marcinkiewicza, Jarosława Kaczyńskiego oraz Ewy Kopacz, w ekspertyzie na temat "Polskiego ładu" stwierdził, że gdy jest kryzys, podatki powinno się obniżać. Tymczasem mamy teraz wysoką dynamikę wzrostu PKB i wysoką inflację.
Były wiceminister finansów stawia tezę, że po wejściu w życie „Polskiego ładu" będzie ona jeszcze wyższa. A już teraz, w październiku, wyniosła prawie 7 proc.
"Zmiany przyczynią się z jednej strony do zwiększenia zadłużenia, a z drugiej zwiększy się globalny popyt, co z kolei przełoży się na jeszcze silniejsze pogłębienie presji inflacyjnej" – pisze.
Tłumacząc to na język polski – premier Mateusz Morawiecki do pożaru chce się wybrać z sikawkami z benzyną.

"Polski ład" zmienia zasady ryczałtu.
Czy jest taki cudowny i oszczędny, jak obiecuje premier Mateusz Morawiecki? Dla bogatych tak
Piotr Miączyński
19 października 2021 | 10:51

Fundamentalne zmiany w podatkach od nowego roku są już niemal przesądzone. Rośnie - mocno - składka zdrowotna, rośnie również ZUS. Premier radzi przedsiębiorcom, aby z podatku liniowego przesiedli się na ryczałt. Komu się to opłaci?
– Jest fantastyczna możliwość dla przedsiębiorców pozbycia się wszystkich tych bólów głowy dotyczących faktur, kosztów, czy mogę zaliczyć coś do kosztów, czy nie mogę, co powie o tym urząd skarbowy, czy to jest legalne, czy to jest na biało, czy to jest fair, w porządku. I to rozwiązanie nazywa się ryczałt, czyli tak naprawdę podatek przychodowy – zachęcał premier Mateusz Morawiecki kilka miesięcy temu.
– Ale wiadomo, różne branże operują na różnych marżach. Inaczej branża detaliczna, która ma duże obroty, a mniejszy zysk, a inaczej informatyk czy lekarz, który jest samozatrudniony, albo architekt czy prawnik. Oni mają przecież niewielkie comiesięczne koszty zakupów i sprzedają swoje usługi bądź sprzedają swoje produkty – ciągnął premier. – I dla tych wszystkich państwa, którzy są dzisiaj na tym tzw. liniowym PIT 19-proc., proponujemy dziś coś niezwykłego, coś pozytywnego, coś bardzo korzystnego dla tych, którzy zarabiają do 10 tys. zł miesięcznie. Zastanówcie się, czy nie warto przejść na ryczałt – zaproponował Morawiecki.
Czy naprawdę taka fantastyczna? Sprawdzamy.
"Polski ład". Co się zmienia w składce zdrowotnej?
Minęło kilka miesięcy, ustawa o „Polskim ładzie" jest już w Senacie i coraz więcej wiadomo o jej docelowym kształcie. Tutaj podstawowa uwaga: coraz więcej wskazuje na to, że zmiany w podatkach rząd jednak przeforsuje. Jeśli ktoś ma tutaj jakieś złudzenia, to czas się ich pozbyć. Rządzący dużo opowiadają o tym, że niemal każdy na tym zarobi. Tu można zacytować krążący w internecie mem: wszystkim cieszącym się, że „państwo coś daje", przypominam rosyjskie przysłowie, że darmowy ser jest tylko w pułapce na myszy.
Innymi słowy – owszem, część osób na „Polskim ładzie" zarobi, ale mniej, niż wynosi obecnie inflacja. Przedsiębiorcy na podatkowych zmianach jednak stracą. Zarobią mniej przy takich samych przychodach. A dla wszystkich wzrosną – a właściwie już wzrosły – koszty obsługi podatkowo-księgowej.
„Polski ład" według rządu ma również sprawić, że ma być w końcu w podatkach prosto i sprawiedliwie. Czy na pewno będzie? Nie. Zapowiedzi rządu to niestety blaga i humbug. System będzie dużo bardziej skomplikowany. Prosty przykład: składka zdrowotna dla jednych będzie wynosić 9 proc., dla innych – 4,9 proc. I cały czas mówimy o firmach. Dziś jest dla wszystkich równa.
A teraz w wersji dłuższej.
Generalnie wygląda to tak, że rząd co do zasady chce skończyć z odliczaniem składki zdrowotnej od podatku. Teraz składka wynosi 9 proc. Ale odliczyć od tego można 7,75 proc.
Co to znaczy dla właścicieli firm?
Dzisiaj bardzo często mnoży się tę składkę 9 proc. przez 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Czy to na skali podatkowej, czy na liniowym, czy na ryczałcie składka wynosi co miesiąc 381,81 zł.
Ale – powtórzmy – ponieważ można odliczyć część podstawy wymiaru składki (7,75 proc.), to realnie przedsiębiorca płaci ok. 53 zł.
Teraz wyliczać się ją będzie od dochodu.
To naprawdę gigantyczna zmiana.
I tak np. dla osób na podatku liniowym ma to być 4,9 proc. od dochodu (dochód to przychód minus koszty). A jak nie mam dochodu? Ktoś podchwytliwie zapyta. To wtedy i tak zapłaci składkę minimalną – 9 proc. od minimalnego wynagrodzenia. Ponieważ te ostatnie na przyszły rok już ustalono (3010 zł brutto), wiadomo, że składka minimalna na podatku liniowym wyniesie 270,90 zł.
A ryczałt?
Tutaj wszedł pan premier Morawiecki cały na biało i zapowiedział inne zasady.
Ile wynosi w "Polskim ładzie" składka zdrowotna dla osób na ryczałcie?
Też 9 proc. Ale inaczej liczone, bo od innej podstawy.
Przychody do 60 tys. zł rocznie – podstawa składki to 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia (składka wyniesie ok. 310 zł miesięcznie).
Przychody między 60 a 300 tys. zł – podstawa to 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia (składka 510 zł miesięcznie).
Przychody powyżej 300 tys. zł – podstawa to 180 proc. przeciętnego wynagrodzenia (składka 920 zł miesięcznie).
"Polski ład". Ile wynoszą składki ryczałtu?
Obecnie stawek ryczałtu jest osiem: 17 proc., 15 proc., 12,5 proc., 10 proc., 8,5 proc., 5,5 proc., 3 proc. i 2 proc. Upraszczając, mnoży się przychód razy odpowiednia stawka ryczałtu – i to właściwie tyle.
To, jaką można wybrać stawkę, zależy od tego, czym się dany przedsiębiorca zajmuje.
I tak: 17 proc. jest obecnie dla wolnych zawodów (np. tłumacze, adwokaci, radcy prawni, nauczyciele pracujący na godziny, maklerzy, lekarze etc.), 15 proc. to np. doradztwo związane z zarządzaniem, 10 proc. jest dla przychodów ze świadczenia usług w zakresie kupna i sprzedaży nieruchomości na własny rachunek, 5,5 proc. to np. roboty budowlane lub przewóz ładunków taborem samochodowym o ładowności powyżej 2 ton. A z kolei stawka 3 proc. dotyczy gastronomii czy działalności usługowej w zakresie handlu itp., itd.
"Polski ład". Kto będzie miał obniżone składki ryczałtu?
Rząd: „Projektowane zmiany mają na celu przede wszystkim obniżenie niektórych stawek ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, co ma dodatkowo uatrakcyjnić tę formę opodatkowania. Pomoże to jednocześnie niektórym przedsiębiorcom w wychodzeniu z kryzysu wywołanego pandemią COVID-19".
Co za szczęśliwcy dostąpią zaszczytu obniżenia stawek ryczałtu? Programista, grafik komputerowy, administrator sieci komputerowej itd. Dzisiaj są na 15-proc. ryczałcie, a od stycznia mają być na 12-proc. ryczałcie.
Obniżone też będą stawki dla osób, które wykonują zawody medyczne, tj. lekarze, lekarze dentyści, lekarze weterynarii, technicy dentystyczni, felczerzy, położne, pielęgniarki, psycholodzy, fizjoterapeuci, oraz zawody techniczne, tj. architekci, inżynierowie budownictwa, rzeczoznawcy budowlani. Ich przychody opodatkowane będą według jednej, 14-proc. stawki ryczałtu. Teraz jest to zazwyczaj 17 proc.
To tyle, jeśli chodzi o dobre wiadomości.
"Polski ład". Komu opłaci się ryczałt?
Rzecznik praw obywatelskich prof. Marcin Wiącek: – Wyłączenie możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku będzie miało wpływ na zwiększenie obciążeń podatkowych także w przypadku ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Dlatego też dla tej grupy podatników powinny zostać rozważone propozycje mające na celu uproszczenie sposobu ustalania składki zdrowotnej oraz zmniejszenie obciążeń wynikających z braku możliwości jej odliczania od podatku.
Rząd jednak o tym nie myśli. Efekt?
Jak ktoś jest obecnie na ryczałcie, zapłaci więcej, bo rośnie składka zdrowotna. Było 53 zł, będzie minimum 310 zł miesięcznie. I tego przeskoczyć się nie da. Można się jedynie zastanawiać, czy bardziej nie będą opłacały się zasady ogólne bądź liniówka (zwłaszcza jak ktoś ma duże koszty). Więcej o tym ostatnim za moment.
A komu opłaca się, jak zaleca premier Morawiecki, przeskok np. z liniówki do ryczałtu?
"Polski ład". Jakie pułapki są w rozliczeniu ryczałtem?
Ryczałt według premiera będzie się opłacać do poziomu 9-10 tys. zł.
– Licząc też koszty księgowego, który w tym przypadku już nie będzie potrzebny, ponieważ nie ma konieczności rozliczania wszystkich kosztów, amortyzacji, brania różnego rodzaju faktur, nie ma takiej konieczności – zastrzegał Morawiecki. – A więc dla wszystkich przedsiębiorców z tej grupy mniej zarabiających przedsiębiorców, np. 6 tys. zł, 7 tys. zł, 8 tys. zł, którym nie opłaca się rozliczenie według skali lub rozliczenie według podatku PIT 19 proc., oferujemy ryczałt – precyzował.
Limit ryczałtu wzrósł od początku tego roku z 20 tys. euro do 2 mln euro, czyli ponad 9 mln zł. Dlatego ma być to zdaniem Morawieckiego dobre rozwiązanie dla sklepów, warsztatów samochodowych, architektów, lekarzy stomatologów etc.
Jak ma się 2 mln euro limitu – do 8 tys. zł miesięcznie – tego już premier nie wyjaśnił.
A jak jest naprawdę?
– Faktycznie, dla ryczałtowców rząd zaplanował bonus w postaci niższej niż na zasadach ogólnych stawki składki zdrowotnej i korzystniejszych zasad ustalania podstawy naliczania tej składki. Jednak ten sposób opodatkowania wcale nie musi się każdemu opłacać, bo tu podstawę opodatkowania stanowi nie dochód, ale przychód – mówi doradca podatkowy Przemysław J. Hinc.
W przypadku ryczałtu nie uwzględnia się kosztów uzyskania przychodów. Nie skorzystają więc z niego osoby, które ponoszą istotne koszty działalności. Nie rozlicza się na ryczałcie np. IP Box, z którego mogliby skorzystać programiści w przypadku podlegania opodatkowaniu od dochodu. To specjalna ulga, dzięki której programista może zapłacić tylko 5 proc. PIT.
– Oto najprostszy obrazujący to przykład: przedsiębiorca uzyskuje 1 tys. zł przychodu ze świadczenia usług (dla których stawka ryczałtu ustalona jest na 8,5 proc.). Aby taki przychód uzyskać, musi wydać 900 zł, co stanowi u niego koszt uzyskania przychodów. Dochód wynosi więc 100 zł. Gdyby podatek płacił na zasadach ogólnych, to do urzędu skarbowego odprowadziłby 17 zł (100 x 17 proc.), a jeśli płaciłby ryczałt, to fiskusowi musiałby oddać 85 zł. Jak widać, niższa stawka procentowa wcale nie musi się przekładać na niższy podatek – twierdzi Hinc.
Ale jak to będzie wyglądało, jeśli chodzi o liczby?
Składki ZUS można przy ryczałcie odliczyć od przychodu. W przyszłym roku będzie to 1211,28 zł miesięcznie (oczywiście bez składki zdrowotnej). To więcej o 135,60 zł (czyli o 12,6 proc.).
W sumie 14 535,36 zł rocznie.
Jeśli weźmiemy przychód netto w wysokości 120 tys. zł i koszty 5 tys. zł, to co nam wyjdzie?
Obecne zasady: ile zostałoby na rękę?
Skala - 80 509,28 zł
Liniowy - 80 740,28 zł
Ryczałt 14 proc. - 85 063,28 zł
"Polski ład": ile zostanie na rękę?
Skala - 80 820,15 zł
Liniowy - 76 454,22 zł
Ryczałt 14 proc. - 79 568,00 zł
Dane za: kalkulator Szkołapodatków.pl
Czyli akurat w tym przypadku przejście z liniowego na ryczałt się opłaca. Ale jeśli już koszty uzyskania przychodu wyniosą 20 tys. zł i więcej, to bardziej od ryczałtu opłaca się skala (i to o ładnych kilka tysięcy złotych), a nawet liniówka.
Dużo oczywiście też zależy od tego, jakiej wysokości ryczałt się płaci. Jeśli będzie to 8,5 proc., to przy takich samych założeniach (120 tys. zł przychodu, koszty – 5 tys. zł) ryczałt da na rękę aż 85 368 zł.
"Polski ład". Ryczałt przy bardzo wysokich dochodach
Jak to wygląda przy większych kwotach, pokazywał niedawno w Senacie prof. Adam Mariański, prezes Krajowej Izby Doradców Podatkowych.
Przy przychodach 360 tys. zł i zerowych kosztach (a są takie przypadki) na skali na rękę zostanie 233 tys. zł.
Przy liniówce prawie 250 tys. zł
Przy ryczałcie 14 proc. przedsiębiorcy zostanie 287 700 zł.
Różnica między ryczałtem a liniowym to ponad 23 tys. zł. Między ryczałtem a skalą – 54,7 tys. zł.
Czy to sprawiedliwe? A to już musiałby odpowiedzieć pan premier Morawiecki.
Z tej kalkulacji wniosek płynie jednak prosty, że ryczałt może być bardzo dobrym rozwiązaniem dla osób zarabiających bardzo dużo, a niemających kosztów.
Inne pułapki?
"Polski ład". Na ryczałcie też gromadzi się dokumenty
- Nie można pominąć też tego, że nawet jeśli podatnik zdecyduje się na ryczałt, co faktycznie uprości jego „księgowość" w zakresie rozliczenia podatku dochodowego, to i tak będzie musiał prowadzić wykaz środków trwałych – wylicza Hinc. – A jeśli będzie pracodawcą, nie uwolni się od obowiązków administracyjnych związanych z rozliczaniem wypłat i prowadzeniem kart wynagrodzeń. Gdy taki przedsiębiorca będzie też podatnikiem podatku od towarów i usług, to zostanie zobowiązany do prowadzenia ewidencji zakupów i sprzedaży VAT.
Według Hinca przedsiębiorca zatem nie uniknie prowadzenia „uproszczonej księgowości". – A zauważyć należy, że od nowego roku ustawodawca nakłada kolejne obowiązki na podatników VAT, co nie tylko nie zredukuje obciążeń administracyjnych związanych z rozliczaniem tego podatku, lecz wręcz odwrotnie: znacznie skomplikuje już i tak niełatwe życie podatników – ostrzega doradca podatkowy.
"Polski ład". Komu się opłaca ryczałt?
Jest to więc opłacalna forma opodatkowania tylko dla tych, których działalność cechuje wysoka zyskowność i mają raczej niewielkie, najlepiej praktycznie zerowe koszty. Dla tych, którzy wprawdzie uzyskują wysokie przychody, ale ponoszą też duże koszty, ryczałt może oznaczać faktycznie wyższe obciążenie.
To dobra opcja dla np. mikrofirmy.
Można się też spodziewać, że znajdą się osoby o wysokich dochodach, które zainteresują się 3-proc. stawką ryczałtu (zamiast podatku liniowego), zwłaszcza przy podniesionym limicie do 2 mln euro. Działalność usługowa w zakresie handlu to szerokie pojęcie.
Ryczałt częściej niż do tej pory może skusić zawody prawne: adwokatów, radców prawnych, doradców podatkowych. Znajdą się też osoby pracujące dziś na umowach B2B, które przeniosą się na ryczałt, np. przedstawiciele handlowi.
Co to znaczy w praktyce?
Że rządzący dali przedsiębiorcom na nowy rok sporo liczenia. I jakkolwiek liczyć, zazwyczaj będą to straty.

Szanowni Państwo,
Urząd m.st. Warszawy organizuje bezpłatne warsztaty dla przedsiębiorców prowadzących lub zamierzających prowadzić sprzedaż napojów alkoholowych.
TEMAT: Sprzedaż napojów alkoholowych. O czym powinien pamiętać profesjonalny przedsiębiorca.

Tematyka warsztatów obejmuje:
• Podstawowe informacje dotyczące zasad i warunków korzystania z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych
- wniosek o wydanie zezwoleń (załączniki do wniosku)
- rodzaje zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych
- miejsce prowadzenia sprzedaży napojów alkoholowych
- opłaty za korzystanie z zezwoleń
- wygaśnięcie i cofnięcie zezwolenia

• Przepisy regulujące sprzedaż napojów alkoholowych

• Sprzedaż napojów alkoholowych przez Internet

• Reklama i promocja napojów alkoholowych

• Zarząd sukcesyjny przedsiębiorstwem osoby fizycznej

Warsztaty odbędą się 16 listopada 2021 r. w godz. 12:00-16:00

Spotkanie będzie realizowane w formule on-line za pośrednictwem
platformy Microsoft Teams.

Chętni proszeni są do zgłaszania udziału w warsztatach na adres
alkohole@um.warszawa.pl

Zgłoszenia będą przyjmowane do 12 listopada 2021 r.

UDZIAŁ W WARSZTATACH JEST BEZPŁATNY


Warszawskie lokale później zapłacą za sprzedaż alkoholu

Termin płatności 3 raty za korzystanie w 2021 roku z zezwoleń na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych w lokalach gastronomicznych został w Warszawie przesunięty z 30 września na 31 grudnia 2021 roku. Radni przyjęli uchwałę w tej sprawie.

Przedsiębiorcy składają pisemne oświadczenie o wartości sprzedaży poszczególnych rodzajów napojów alkoholowych w roku poprzednim do końca stycznia. Opłatę mogą wnosić jednorazowo za cały rok lub w trzech równych ratach.
Opłaty za zezwolenia na sprzedaż napojów alkoholowych uzależnione są od zawartości procentowej i wartości obrotu w skali całego roku. Opłata za korzystanie z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych do 4,5 proc. zawartości alkoholu oraz piwa wynosi 525 zł; jeśli wartość sprzedaży w roku poprzednim przekroczy 37 500 zł opłata wnoszona jest w wysokości 1,4 proc. od ogólnej wartości sprzedaży.
Takie same stawki obowiązują za zezwolenie na sprzedaż alkoholu powyżej 4,5 proc. do 18 proc. zawartości alkoholu (z wyjątkiem piwa). Opłata za korzystanie z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych powyżej 18 proc. zawartości alkoholu wynosi 2100 zł, a jeżeli wartość sprzedaż w roku poprzednim przekracza 77 000 zł, opłata wnoszona jest w wysokości 2,7 proc. ogólnej wartości sprzedaży.

Masz firmę? Bankowcy: Zapomnij o kredycie gotówkowym
Anna Popiołek
30 sierpnia 2021

Niemal wszystkie banki przykręciły kurki z kredytami dla przedsiębiorców. Nawet jeśli klient ma firmę od kilku czy nawet kilkunastu lat i stałe dochody, nie dostanie kredytu gotówkowego.
Pan Tomasz prowadzi firmę od trzech lat i ma stabilne dochody. Co więc stoi na drodze, żeby wziąć kredyt? Okazuje się, że otrzymanie od banku pożyczki graniczy wręcz z cudem. Zresztą od początku ostrzegali go o tym doradcy kredytowi.
I rzeczywiście: pożyczka gotówkowa dla etatowca - nie ma żadnego problemu. W każdym banku można przy zarobkach jak te pana Tomasza dostać 150 tys. zł. Jeśli kredyt jest na dwie osoby - czyli gdyby pan Tomasz był na etacie i chciał zadłużyć się np. z żoną lub partnerką - nawet 200 tys. zł. Na dowolny cel, bez tłumaczenia się, po co te pieniądze.
A jeśli prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą? - W kwestii kredytów hipotecznych banki zliberalizowały już swoją politykę, ale obostrzenia wciąż dotyczą kredytów konsumpcyjnych. Zwłaszcza dotyczy to jednoosobowych działalności gospodarczych - ostrzega była prezes Open Finance, Joanna Tomicka-Zawora.
Nie dla przedsiębiorcy kredyt gotówkowy
Wobec tego pan Tomasz zwrócił się do banków po pożyczkę hipoteczną, czyli kredyt konsumpcyjny pod zastaw mieszkania. To dla banku dużo pewniejsza opcja, bo ma zabezpieczenie, którym jest mieszkanie - bank zostaje wpisany w sądzie do księgi wieczystej jako właściciel nieruchomości. Nieruchomość jest wyceniana przez fachowców, musi być ubezpieczona od żywiołów, a kredytobiorca musi mieć polisę na życie.
Był jednak pewien problem: mieszkanie nie było jego, więc kilka banków od razu odpadło z jego listy - m.in. Citi Handlowy, Credit Agricole i BNP Paribas. Inne trzy - mBank, Alior Bank i Santander - wymagały jeszcze przed złożeniem wniosku kredytowego założenia księgi wieczystej. A to opóźniłoby całą procedurę o trzy miesiące, jeżeli nawet nie o pół roku.
Od razu skreślił też największy bank w Polsce, PKO BP. Powód? Jego doradca na wstępie podkreślił, że PKO BP nie udziela teraz żadnych kredytów konsumpcyjnych przedsiębiorcom.
Pozostała oferta ING Banku Śląskiego i Banku Millennium.
Na pierwszy ogień pan Tomasz wziął bank ING. W końcu ma dobrą renomę i relatywnie tanie kredyty. Na początek sprawdził, czy kod PKD jego firmy nie znajduje się na tzw. czarnej liście banków, bo to zupełnie zaprzepaściłoby jego szanse na jakikolwiek kredyt w każdym banku.
Chodzi o przedsiębiorców, którzy działają w branżach najbardziej dotkniętych pandemią - oni wciąż są odprawiani z kwitkiem. To przede wszystkim właściciele hoteli i restauracji czy przedsiębiorcy działający w branży turystycznej. Na bankowych listach znajdują się też fryzjerzy, kosmetyczki, najemcy nieruchomości, taksówkarze, fotoreporterzy czy artyści.
Skoro PKD był w porządku, przedsiębiorca miał niezłą ocenę w Biurze Informacji Kredytowej, stałe dochody, nie zalegał ze składkami i podatkami, a mieszkanie, które miało być zabezpieczeniem kredytu, zostało wycenione całkiem wysoko, złożył wniosek o pożyczkę hipoteczną i czekał na odpowiedź banku.
Po ponad trzech miesiącach w końcu ją dostał. Niestety - odmowną. ING odmówił udzielenia mu jakiegokolwiek kredytu.
Powód? Nie wiadomo, dlaczego bank odrzucił wniosek, a nie np. obniżył wnioskowaną kwotę kredytu. Jeśli pan Tomasz chciałby poznać konkretną przyczynę, musiałby złożyć reklamację. Na odpowiedź czekałby kolejne trzy miesiące, więc odpuścił tę procedurę.
A dlaczego czekał tak długo? Teraz normą jest, że klienci czekają nawet po cztery miesiące na decyzję kredytową. Dzięki korzystnej dla banków interpretacji Komisji Nadzoru Finansowego, przepis o 21-dniowym okresie rozpatrywania wniosku kredytowego jest martwy. Pozwala ona bowiem dzielić proces ubiegania się o kredyt hipoteczny na kilka etapów. Na początku klient nie składa wniosku o kredyt hipoteczny, tylko np. zapytanie kredytowe czy wniosek o wstępną analizę. Dokument pod hasłem „wniosek kredytowy" jest składany dopiero na końcowym etapie ubiegania się o finansowanie.
Tomaszowi pozostał Bank Millennium. I tam w końcu po miesiącach oczekiwania dostał pożyczkę, choć na kwotę sporo niższą od tej, którą mógłby dostać etatowiec, zabezpieczając się identyczną nieruchomością.
14 lat prowadzenia firmy? Nie wierzymy
Takie historie można mnożyć. Z odmową pożyczenia jakichkolwiek pieniędzy spotkał się również pan Maciej, który prowadzi firmę od 14 lat. Od lat ma konto w mBanku, więc był to dla niego pierwszy wybór, również jeżeli chodzi o kredyt gotówkowy. Zwłaszcza że dzięki temu, iż bank na bieżąco widzi jego dochody, liczył na szybką procedurę kredytową. W końcu mBank jest z tego znany, że w co najwyżej 30 minut - mając historię klienta - jest w stanie podjąć decyzję odnośnie do dodatkowego finansowania.
I rzeczywiście - odpowiedź dostał niemal od razu. Z tym że odmowną. Powód? Pan Maciej za krótko prowadzi działalność gospodarczą. Nasz czytelnik był przekonany, że to zwykły błąd systemu. W końcu prowadzi firmę od 14 lat i mBank doskonale o tym wie. Złożył więc reklamację, a bank obiecał sprawdzić to jeszcze raz.
Następnego dnia dostał jednak identyczną odpowiedź - odmowę udzielenia kredytu ze względu na zbyt krótki czas prowadzenia działalności gospodarczej. Czyli nie był to błąd systemu, lecz świadoma odmowa banku.
- Co mam o tym wszystkim myśleć? Że w mBanku 14 lat uzyskiwania dochodu z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej to zbyt krótko, by dostać kredyt? Może 20 lat byłoby okresem optymalnym? Albo powinienem założyć firmę jeszcze w PRL-u? A może mBank nie lubi pożyczać pieniędzy przedsiębiorcom i to jest prawdziwa przyczyna wydania negatywnej decyzji? - zastanawia się pan Maciej.
Co na to banki?
Zapytaliśmy największe banki działające w Polsce. Co się okazało?
Od większości w ogóle nie dostaliśmy odpowiedzi. Inne mówią wprost: nie pokażemy takich wyliczeń. Największy bank w Polsce, PKO BP, pokazał, w jaki sposób by to wyglądało, gdyby pan Krzysztof chciał wziąć kredyt inwestycyjny. A zwykły kredyt gotówkowy? Nie wiadomo.
Jako jedyny swoje symulacje pokazał Credit Agricole. Co z nich wynika? Nieważne, czy przedsiębiorca zarabia 5, 7 czy 15 tys. zł. Maksymalna kwota kredytu gotówkowego to 60 tys. zł. Gdyby spełnił specjalne warunki (nie wiadomo konkretnie jakie), mógłby liczyć na 100 tys.
Warunki? Brak innych zobowiązań kredytowych i prowadzenie firmy minimum trzy lata. Taki kredyt będzie jednak dosyć drogi. Bank proponuje maksymalne możliwe oprocentowanie, czyli 7,2 proc. rocznie. Dodatkowo jest prowizja za udzielenie kredytu, która wynosi 14,5 proc.
Do banku tylko po hipotekę
O tym, że prowadzący działalność gospodarczą nie mają lekko, jeśli chcą uzyskać finansowanie z banku, wiadomo nie od dziś. Banki zdecydowanie preferują udzielanie kredytów hipotecznych osobom uzyskującym dochody z umowy o pracę. Teraz jednak jest milion razy gorzej. Bez znaczenia pozostaje fakt, że co miesiąc dostają identyczne wynagrodzenie od jednego „zleceniodawcy", a ich dochody mimo pandemii nie spadły.
Tylko nieco lepiej wygląda sytuacja przedsiębiorców, którzy wnioskują o kredyt hipoteczny, a nie gotówkowy. Problem? Ich zdolność kredytowa już na starcie jest i tak o nawet połowę niższa niż etatowca.
Nadal jest tak, że kredyt łatwiej dostanie pracująca na etacie za średnią krajową księgowa niż przedsiębiorca, który ma cztery średnie krajowe - dla banku to za duże ryzyko. I to nawet w czasie dobrej koniunktury gospodarczej.
To dlatego, że nawet w czasie dobrej koniunktury gospodarczej banki jednych kredytobiorców oceniają lepiej, innych gorzej. I to właśnie w zależności od branży, w której działają. Nie dotyczy to nie tylko drobnych przedsiębiorców, ale także etatowców zatrudnionych w wielkich firmach. Banki określają branże, w których pracownikom trudniej jest otrzymać finansowanie bankowe, niezależnie od poziomu ich dochodów.
Od zawsze właściciele firm działających w branży transportowej, meblarskiej, deweloperskiej, handlu nieruchomościami, finansowej, ubezpieczeniowej, gastronomicznej i motoryzacyjnej mieli mniejsze szanse na kredyt. Powód? Statystyka. To oni częściej mają problemy z płynnością finansową.


Premier do przedsiębiorców: przejdźcie na ryczałt.

07.06.2021.
Premier do przedsiębiorców: przejdźcie na ryczałt. Składka zdrowotna? Wyniesie ponad 500 zł - mówi premier Mateusz Morawiecki.
Obecnie mamy dla przedsiębiorców zryczałtowaną składkę na ubezpieczenie zdrowotne, która wynosi 381,81 zł i w części jest odliczana od zaliczki na podatek.
Nowa składka ma być obliczana od dochodu, zatem wszyscy, którzy dobrze prosperują i mają dochód, od którego płacą podatek, będą musieli od tego dochodu zapłacić składkę na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 9 proc. I ta składka nie będzie w ogóle odliczana od podatku.
- Jest fantastyczna możliwość dla przedsiębiorców pozbycia się wszystkich tych bólów głowy dotyczących faktur, kosztów, czy mogę zaliczyć coś do kosztów, czy nie mogę, co powie o tym urząd skarbowy, czy to jest legalne, czy to jest na biało, czy to jest fair, w porządku. I to rozwiązanie nazywa się ryczałt, czyli tak naprawdę podatek przychodowy – mówił premier.
Ryczałt według premiera będzie się opłacać do poziomu około 9-10 tys. zł.
– Licząc też koszty księgowego, który w tym przypadku już nie będzie potrzebny, ponieważ nie ma konieczności rozliczania wszystkich kosztów, amortyzacji, brania różnego rodzaju faktur, nie ma takiej konieczności – zastrzegł Morawiecki.
I powtórzył:
– A więc dla wszystkich przedsiębiorców z tej grupy mniej zarabiających przedsiębiorców, np. 6 tys., 7 tys., 8 tys. zł, którym nie opłaca się rozliczenie według skali lub rozliczenie według podatku PIT 19 proc., oferujemy ryczałt.

Limit ryczałtu wzrósł od początku tego roku z 20 tys. euro do 2 mln euro, czyli około 9 mln zł.

Zwolnienie z opłat - koncesja na alkohol.

17 marca 2021 r. weszła w życie uchwała nr XLIV/1369/2021 Rady Miasta Stołecznego Warszawy (z dnia 18 lutego 2021) w sprawie zwolnienia z opłaty za korzystanie z zewoleń na sprzedaż napojów alkoholowych. Uchwała ta została opullikowana w Dzienniku Urzędowym Województwa Mazowieckiego z 2 marca 2021, poz. 1702.
Zgodnie z wyżej wymienioną uchwałą:
§ 1. 1. Zwalnia się przedsiębiorców prowadzących sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych z obowiązku wniesienia II raty opłaty za korzystanie w 2021 roku z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia w miejscu sprzedaży, płatnej do dnia 31 maja 2021 r.
2. W przypadku przedsiębiorców, którzy do 31 stycznia 2021 r. wnieśli jednorazowo opłatę za korzystanie
z zezwoleń w 2021 r. przyznaje się zwrot 1/3 pobranej opłaty.
3. Przepisu ust. 1 i 2 nie stosuje się do opłat za korzystanie z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych
przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży.

Luzowanie obostrzeń: od 4 maja otwarte galerie handlowe. Rząd zniesie nakaz maseczek na wolnym powietrzu
G. W. Dominika Maciejasz
28 kwietnia 2021

Rząd przedstawił harmonogram luzowania obostrzeń. Zakłada on powrót nauki w trybie stacjonarnym, przywrócenie sportu, handlu, hoteli, a na samym końcu: restauracji i kin. Mateusz Morawiecki: Dane dotyczące zakażeń pozwalają na decyzje o odmrożeniu gospodarki, ale optymizm musi być ostrożny. Najgorsze za nami, ale w szpitalach wciąż przebywa ok. 25 tys osób, a 3 tys osób walczy o życie na łóżkach respiratorowych.
Szef rządu dodał, że od dynamiki wskaźników epidemicznych uzależniają dalszy harmonogram działań. - Trzecia fala się przełamała, zabezpieczone są łóżka szpitalne. Do tego wyczekiwanego z dawna odmrażania musimy podejść z pokorą, bo wirus nie zniknie z dnia na dzień, a epidemia nie zachowuje się w sposób "liniowy".
Podczas gdy wicepremier Jarosław Gowin chciałby odmrożenia wszystkich sektorów gospodarki już po majówce, to resort zdrowia, a także pozostali członkowie gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego są ostrożniejsi.
Wstępny harmonogram luzowania obostrzeń:
1 maja: umożliwienie części aktywności sportowych na świeżym powietrzu (zwiększony limit z 25 obecnie do 50 osób), ale także w basenach dla grup zorganizowanych, z maksymalnym obłożeniem 50 osób.
4 maja: wraca handel detaliczny, otwarcie galerii handlowych, sklepów budowlanych i meblarskich, z limitem 1 osoby na 15 m2. Do szkół w trybie stacjonarnym wracają dzieci z klas 1-3, z obowiązkowym wietrzeniem klas podczas każdej przerwy oraz dezynfekcją sal w weekendy. Otwarcie galerii sztuki i muzeów (limit: 1 osoba na 15 m2). Taki sam limit będzie obowiązywał w kościołach.
8 maja: otwarcie hoteli w reżimie sanitarnym (50-proc. obłożenie), z zamkniętymi strefami welness & SPA.
Tydzień później (15 maja): uruchomienie ogródków kawiarnianych i restauracyjnych, dzieci z klas 4-8 i szkół średnich: nauka w trybie hybrydowym. Wracają imprezy okolicznościowe jak komunie i wesela, z limitem 25 osób, a także wydarzenia kulturalne na zewnątrz. Nie obowiązuje już nakaz zakładania maseczek na wolnym powietrzu (warunkiem jest spadek wskaźnika zakażeń poniżej 15 na 100 tys. osób).
29 maja: Usługi gastronomiczne dopuszczone wewnątrz (obłożenie 50-proc.), z zachowaniem reżimu sanitarnego. Otwarcie krytych obiektów sportowych: siłowni i klubów fitness, a także solariów. Limit: 1 osoba na 15 m2. Powrót nauki stacjonarnej dla wszystkich uczniów. Otwarcie kin i teatrów (max. 50 proc. obłożenia).
Minister zdrowia Adam Niedzielski: - Dwutygodniowe tempo luzowania obostrzeń jest potrzebne by planować kolejne kroki i wnikliwie obserwować skutki luzowanych regulacji. Jeśli będziemy widzieli utrzymanie tendencji spadkowej w kontekście zakażeń, będziemy realizować harmonogram według planu.

Szef resortu zdrowia dodał, że harmonogram jest oparty na prognozie tempa spadków zakażeń (te mają się stopniowo wygaszać). - Jest to wyznacznik stabilności tego planu, na przykład wskaźniki 5 tys zakażeń dziennie. Jest jednak pewna doza tolerancji, związana z sytuacją w szpitalnictwie.

Pozywam państwo w imieniu restauracji

Duży Format
Mecenas Jacek Dubois: Pozywam państwo w imieniu restauracji, klubów i dyskotek
WYWIADTomasz Kwaśniewski
19 kwietnia 2021 (fragment)

"Oczywiście że się boję. Najbardziej fałszywego oskarżenia. Bo wiem, jak łatwo jest doprowadzić do tego, żeby człowiek stanął przed organem, który nie jest niezawisły". Rozmowa z Jackiem Dubois, adwokatem i sędzią Trybunału Stanu
Tomasz Kwaśniewski: Reprezentuje pan w sądzie przedsiębiorców poszkodowanych w czasie pandemii?
Jacek Dubois: – Są dwa pozwy złożone. Pierwszy dotyczy turystyki, drugi klubów i dyskotek. Zostały dostarczone stronie rządowej, do czerwca mają czas na złożenie odpowiedzi. Teraz szykujemy pozwy dla kolejnych grup, największa to restauratorzy.
Ile osób się zgłosiło?
– To nie są duże liczby, mówię o tych dwóch pierwszych. Bo istotą pozwu zbiorowego jest, że powstaje grupa inicjatywna, która go składa, i dopiero potem sąd wyznacza czas, do którego można się przyłączyć. Ten etap jeszcze się nie zaczął.
A w przypadku restauratorów?
– Tu przyjęliśmy, że w grupie inicjatywnej ma być około 600 podmiotów.
I potem to może się rozszerzyć?
– Tak, bo rozmawiamy o branży, która ma ponad 50 tysięcy podmiotów.
A sens tego, o co walczycie, jest jaki?
– Wychodzimy z założenia, że zakazy bądź ograniczenia działalności gospodarczej były bezprawne. Ponieważ zostały nałożone rozporządzeniem, a nie ustawą. Wskutek tego bezprawnego działania władz przedsiębiorcy ponieśli szkodę. Artykuł 417 kodeksu cywilnego mówi, że skarb państwa odpowiada za szkody wyrządzone przez swoich funkcjonariuszy. A więc jeżeli pan premier z Radą Ministrów wydał rozporządzenie, którego nie mógł wydać, to skarb państwa ponosi za to odpowiedzialność.
Do kwoty, którą przedstawią przedsiębiorcy?
– Która zostanie wyliczona jako ich faktyczna strata.
Czyli jeżeli ktoś ma restaurację, to wszystko, co było jego kosztem z tytułu czynszu…
– No właśnie tu jest ciekawa sytuacja. Bo gdyby wprowadzono stan klęski żywiołowej, to ustawa mówi, że państwo rekompensuje straty tylko w części odpowiadającej poniesionym kosztom. Czyli ma pan restaurację, nie może jej otworzyć, ale płaci pan czynsz, pensje – to są pana koszty. I wtedy skarb państwa zwraca tylko to. Natomiast jeżeli sąd przyzna panu odszkodowanie wynikające z błędu funkcjonariuszy państwa, wtedy może pan też dochodzić utraconych korzyści.

To mogą być dziesiątki milionów złotych.
– Myślę, że setki.
I pan ma z tego procent?
– Nie, bo póki co wnieśliśmy o przesądzenie zasady. Czyli te pozwy nie mają na celu uzyskania odszkodowania, tylko ustalenie, że osoby, które w nich uczestniczą, mają do niego prawo.
I później każdy będzie mógł już indywidualnie dochodzić swego?
– Tak, bo jeżeli mamy przesądzenie zasady, to znaczy, że na sto procent państwo musi zapłacić. I wtedy jest już kwestia, w jaki sposób. Czyli siada się z państwem i negocjuje. A jak się nie udaje, to jeszcze raz trzeba iść do sądu.
Ile trzeba wyłożyć, żeby się przyłączyć?
– W pozwach branży gastronomicznej trochę ponad 600 złotych.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to jest jednak trochę niepatriotyczne – naraża pan skarb państwa, czyli naszą wspólną forsę, na stratę rzędu setek milionów.
– A ja uważam, że to jest superpatriotyczne i proobywatelskie. Bo istnieje ciągła walka w relacjach państwo – obywatel. Ono krzyczy: „Oddaj mi jak najwięcej!”. On: „To moje, nie ruszaj!”. Chodzi mi o podatki, prawa itd. I ta walka de facto sprowadza się do tego, że państwo zabierze obywatelowi tyle, ile on pozwoli. I teraz państwo postanowiło obywatela okraść z pieniędzy, które mu się należały. A postanowiło, bo chciało za wszelką cenę zorganizować wybory, wybrać swojego prezydenta. Kiedy więc nadeszła sytuacja, o której konstytucja mówi, że wprowadza się stan wyjątkowy, państwo zrobiło inaczej. Dlaczego? Bo chciało uzyskać swój doraźny interes. Jednym słowem, zrobiło w konia obywatela.
Rozumiem, że jak ktoś ma bar, restaurację, to wystarczy, że odezwie się do pana kancelarii?
– To Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej dokonuje wstępnej selekcji. Do nich trzeba się zgłosić.

"Lockdown przestał przynosić efekty". Co z obostrzeniami po 18 kwietnia? Co z majówką?
Dominika Maciejasz
12 kwietnia 2021

Restauratorzy i hotelarze od miesięcy czekają na otwarcie swoich obiektów. Przygotowania do majówki chcieliby rozpocząć nie tylko przedsiębiorcy, ale i konsumenci, jednak jedni i drudzy będą musieli na te decyzje jeszcze poczekać. Natomiast luzowanie pozostałych obostrzeń jest możliwe już w przyszłym tygodniu.
Bulwary Wiślane w Warszawie czy Krakowie, parki i promenady w całej Polsce w miniony weekend zapełniły się spacerowiczami. Słoneczna, ciepła pogoda sprzyjała spędzaniu wolnego czasu na powietrzu i choć zakładanie maseczek nie obowiązuje tylko w parkach i wyznaczonych terenach zielonych (bulwary i promenady się do nich nie zaliczają), to media społecznościowe obiegły zdjęcia spacerowiczów z różnych miast w Polsce, bez maseczek, nie stosujących się do zasady dystansu społecznego.
Ludzie tłoczący się w kolejce po lody, dzieci i ich rodzice ściśnięci na placach zabaw – takie obrazki można było w weekend zobaczyć w całym kraju. Także urzędnicy zauważyli, że lockdown przestał przynosić efekty.
– Ludzie omijają restrykcje, nie ograniczają mobilności – przyznał sam minister zdrowia Adam Niedzielski w wywiadzie dla tygodnika "wSieci" dodając, że trzeba poszukać innych, subtelniejszych metod walki z pandemią.
Przedszkola i szkoły priorytetem
– Rządzący zdają sobie także sprawę z podziemia działającego w sektorze usługowym. Kosmetyczki i fryzjerzy przyjmują w domach albo w gabinetach, do których wejścia nie znajdują się w widocznych miejscach, jak np. od strony ulicy. Siłownie i kluby fitness działają mimo zakazów, choć rząd nasyła na nie policję i służby sanitarne. Zachęty do łamania nakazów są wszędzie w sieci – mówi nam osoba z kręgu władzy.
Obecny lockdown, zgodnie z którym zamknięte są szkoły i przedszkola, hotele, restauracje, salony urody, siłownie i inna infrastruktura sportowa, ma trwać do 18 kwietnia. Co potem?
Oficjalnie Ministerstwo Zdrowia informuje, że trwają analizy "dynamiki przyrostu zachorowań". Wiemy jednak, że rząd rozważa poluzowanie obostrzeń, ale ma problem z województwami, w których parametry zakażeń i zajętości szpitalnych łóżek są wciąż wysokie. Takim regionem jest m.in. Śląsk, gdzie nadal jest najwięcej osób zmagających się z koronawirusem.
Natomiast w innych regionach, jak Warmia i Mazury, które jako pierwsze objęto lockdownem (od końca lutego), sytuacja już znacznie się poprawiła.
Rząd ma zagwozdkę – czy obostrzenia znieść regionalnie czy też ogólnokrajowo, ale wówczas w mniejszym stopniu. Minister Adam Niedzielski deklarował w ubiegłym tygodniu, że pierwsze w kolejności do "odmrożenia" są szkoły, przedszkola i żłobki. Wiosenna aura sprzyja uprawianiu sportu na wolnym powietrzu, możliwe jest otwarcie boisk i innych obiektów sportowych. A co z usługami i handlem?
– Nie mamy obecnie potwierdzenia, by od 19 kwietnia zdecydowano się na uruchomienie tego sektora gospodarki – mówi Grzegorz Baczewski z Konfederacji Lewiatan.
Niemal pewne jest, że do czasu weekendu majowego restauracje i hotele pozostaną nieczynne. O tym, czy na nadchodzące dni wolne rząd odmrozi tę branżę, zadecydują wskaźniki pandemii w najbliższych tygodniach. Maj jest pierwszym możliwym terminem otwarcia tych gałęzi ekonomii – urzędnicy zdecydują się uwolnić te sektory na samym końcu, choć wiedzą, że na takie decyzje czekają nie tylko przedsiębiorcy, ale i zmęczeni obostrzeniami konsumenci.

Kiedy można liczyć na odmrożenie gospodarki? Paweł Borys o momencie zwrotnym
Business Insider Polska
11.04.2021

Od drugiej połowy marca mamy do czynienia z kolejnym ogólnopolskim lockdownem, a część firm nie może normalnie działać już nawet od prawie sześciu miesięcy. Paweł Borys, szef Polskiego Fundusz Rozwoju, w rozmowie z portalem Gazeta.pl, opowiedział o możliwych scenariuszach dla biznesu na najbliższe miesiące
- Liczę, że to jest już ostatnia prosta. To znaczy, że przedsiębiorcy mogą uzyskać większą przewidywalność i pewność swojej aktywności naprawdę już w perspektywie czerwca, lipca, kiedy program szczepień osiągnie już taki poziom, że wszystkie grupy podwyższonego ryzyka, osoby starsze, będą zaszczepione i spadnie śmiertelność, ponieważ to jest główny powód restrykcji - powiedział w środowym wydaniu programu "Studio Biznes" prezes PFR Paweł Borys.
- Więc rzeczywiście ten maj, czerwiec, może być takim momentem zwrotnym - dodał Borys.
Obecne restrykcje zostały przedłużone do niedzieli 18 kwietnia. Bez przerwy aż od października 2020 r. nieczynne są siłownie czy restauracje (mogą działać tylko na wynos). Obecny lockdown gospodarczy obejmuje też zamknięcie większości sklepów w galeriach handlowych, a także dużych sklepów meblowych czy budowlanych. Nieczynne są także salony fryzjerskie i kosmetyczne, muzea, teatry czy kina.
Co i kiedy będzie odmrażane, tego jeszcze nie wiadomo. Rzecznik rządu Piotr Müller w zeszłym tygodniu stwierdził jednak, że "nie wyklucza", iż Polacy będą mogli spędzić majówkę w ogródkach restauracyjnych.
Kiedy nastąpi poważny spadek liczby zakażeń?
W ostatnim tygodniu średnia dzienna liczba zakażeń wahała się w przedziale od 8 tys. do 28 tys., w tym przez cztery dni przekraczała granicę 20 tys. Eksperci z grupy MOCOS, zajmującej się modelowaniem matematycznym w medycynie i biologii, spodziewają się, że spadek do poziomu 3-5 tys. zakażeń dziennie zaobserwujemy dopiero w drugiej połowie maja.

15 marca 2021

Altualne zasady i ograniczenia - opublikowane zostały na stronach:
https://www.gov.pl/web/koronawirus/aktualne-zasady-i-ograniczenia

WOJ. MAZOWIECKIE I LUBUSKIE (od 15 marca)

Od 15 marca 2021 r. na terenie województwa mazowieckiego i lubuskiego zostaną zamknięte galerie handlowe - z wyjątkiem znajdujących się tam m.in. sklepów spożywczych, aptek i drogerii, salonów prasowych, księgarni, sklepów zoologicznych i z artykułami budowlanymi. W galeriach handlowych nadal mogą działać m.in. usługi fryzjerskie, optyczne, bankowe, pralnie.
Obowiązuje do: 28 marca 2021 r.

GASTRONOMIA
ZASADY OBOWIĄZUJĄCE W CAŁYM KRAJU:
Obowiązuje zakaz działalności stacjonarnej restauracji. Możliwa jest jedynie realizacja usług polegających na przygotowywaniu i podawaniu żywności na wynos oraz w dowozie.
Obowiązuje do: 28 marca 2021 r.


2 mld zł dla restauracji. Zakończył się program tarczy finansowej PFR 2.0. Jaka inna pomoc jest jeszcze w zasięgu przedsiębiorców?
(Dominika Maciejasz -
1 marca 2021 -G.W.)

Najwięcej pieniędzy z tarczy finansowej 2.0. trafiło do restauratorów i hotelarzy, a przodującym powiatem był tatrzański - poinformował Polski Fundusz Rozwoju. Przyznawanie środków z tej tarczy skończyło się wczoraj, ale przez najbliższe miesiące można starać się o pomoc z tarczy rządowej 8.0. Polski Fundusz Rozwoju podsumował w poniedziałek, 1 marca, program tarczy finansowej PFR 2.0. Inaczej niż wiosną był on skierowany tylko do części przedsiębiorców objętych zimowymi restrykcjami, a głównym kryterium przyznawania subwencji było PKD (Polska Klasyfikacja Działalności). Jak stwierdził Bartosz Marczuk, wiceprezes zarządu PFR, pomoc z drugiej tarczy była celowa i trafiła we właściwe ręce.

W kasie PFR został miliard zł
W drugiej edycji programu wnioski można było składać od 15 stycznia do końca lutego tego roku. W sumie przyznano subwencje o łącznej wartości 6,8 mld zł (pierwsza, wiosenna edycja "kosztowała" dużo więcej, bo prawie 61 mld zł).
- Zakładamy, że w toku indywidualnej analizy odwołań wypłacimy dodatkowe środki i program zamknie się kwotą 7 mld zł - zadeklarował Paweł Borys, szef PFR-u.
Fundusz wydał na drugą tarczę i tak mniej pieniędzy, niż pierwotnie zakładał (8 mld zł). Decyzje pozytywne otrzymało jak na razie 86 procent wszystkich wnioskujących firm. Średnia kwota subwencji dla mikroprzedsiębiorstwa wyniosła 81 tys. zł, a dla MŚP - 530 tys. W sumie pomoc otrzymały 46 242 przedsiębiorstwa zatrudniające 352 tys. pracowników. Fundusz wydał na drugą tarczę i tak mniej pieniędzy, niż pierwotnie zakładał (8 mld zł). Decyzje pozytywne otrzymało jak na razie 86 procent wszystkich wnioskujących firm. Średnia kwota subwencji dla mikroprzedsiębiorstwa wyniosła 81 tys. zł, a dla MŚP - 530 tys. W sumie pomoc otrzymały 46 242 przedsiębiorstwa zatrudniające 352 tys. pracowników. Jak zaznaczył wiceprezes Marczuk, przedsiębiorcy z powiatu tatrzańskiego uplasowali się na 6 pozycji pod względem ilości przyznanych pieniędzy w całej Polsce, zaraz za miastami, jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk i Poznań.

Rządowe tarcze przedłużone
Program tarczy finansowej 2.0 się zakończył, ale do końca marca przedsiębiorcy objęci rządową tarczą branżową mogą starać się o wsparcie. Opublikowane w miniony piątek rozporządzenie przedłużyło okres starania się o pomoc, a także dało możliwość ubiegania się o środki młodym firmom, które zarejestrowano w ubiegłym roku.
Tarcza branżowa 8.0. przyznaje dotacje na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej dla mikro i małych firm w wysokości 5 tys. zł, świadczenie postojowe, zwolnienia ze składek zusowskich oraz trzymiesięczne dofinansowanie miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Warunkiem jest udowodnienie spadku przychodów o 40 procent w stosunku do przychodu uzyskanego w miesiącu poprzednim lub w analogicznym miesiącu poprzedniego roku. Rozporządzenie wprowadziło możliwość porównania obrotu do września 2020 roku. Ten zapis daje możliwość ubiegania się o dotacje firmom, które powstały w ubiegłym roku, ale do tej pory nie mogły wykazać spadku przychodów, bo zanim rozpoczęły działalność, wprowadzono obostrzenia i ich działalność była zamrożona.
Podobnie jak w tarczy finansowej PFR w tarczy 8.0. głównym kryterium uzyskania pomocy jest przeważające PKD. Świadczenia przysługują firmom o PKD odpowiadającym m.in.: transportowi lądowemu pasażerskiemu, sprzedaży detalicznej (odzież, obuwie i wyroby skórzane zarówno w wyspecjalizowanych sklepach, jak i targowiskach, oraz żywność, napoje i wyroby tytoniowe na straganach i targowiskach), usługom hotelarskim (w tym pola kempingowe i namiotowe), gastronomii, produkcji, dystrybucji i projekcji filmów, działalności fotograficznej, turystycznej, targowej, sportowej (wypożyczalnie sprzętu, zajęcia pozaszkolne - sportowe i artystyczne).
Mogą się o nie starać także przedsiębiorcy z branż paramedycznej, fizjoterapeutycznej, uzdrowiskowej, rozrywkowej. W zależności od PKD pomoc jest przyznawana jedno-, dwu- lub trzykrotnie.
O dotacje i świadczenia postojowe można ubiegać się do końca marca tego roku. Natomiast wnioski o zwolnienie ze składek zusowskich można składać o miesiąc dłużej - do końca kwietnia tego roku.

Forbes Biznes - Święte kody PKD. Jest szansa na zmiany i wsparcie dla przedsiębiorców
Data publikacji:
17.02.2021, 07:57

Na 654 istniejące kody Polskiej Klasyfikacji Działalności tylko 54 objęła rządowa pomoc w trakcie jesienno-zimowego lockdownu. Przedsiębiorcy, a w ich imieniu rzecznik MŚP od tygodni apelują o objęcie większej liczby biznesów wsparciem. Specjalną petycję do wicepremiera Jarosława Gowina podpisało ok. 2 tys. przedsiębiorców. Podziałało, do tarcz pomocowych mają zostać włączone wszystkie firmy, które miały spadek obrotów na poziomie 70 proc. i więcej, bez względu na ich kod PKD. Taka jest przynajmniej wstępna deklaracja wicepremiera.

– Firmy, których PKD nie zostały przyjęte do pomocy z tarcz nie mogą normalnie od czterech miesięcy pracować. Nie mają środków, aby spełniać swoje zobowiązania wobec ZUS, banków czy kontrahentów. Znalazły się na krawędzi bankructwa – mówił na specjalnej konferencji prasowej rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz. Wzięli w niej udział przedsiębiorcy, którzy podzielili się swoimi trudnymi doświadczeniami z ostatnich miesięcy.

Niewłaściwe PKD. Historie przedsiębiorców
Magdalena Leszczak-Wardęga ma firmę, która wynajmuje namioty wraz z wyposażeniem na targi i imprezy rozrywkowe. Od marca 2020 r. jest niemal pozbawiona jakichkolwiek przychodów, a mimo to nie została objęta rekompensatami. Powód? Jej kod PKD 77.39 Z (wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych) nie został zakwalifikowany do tarczy pomocowej. Stało się tak pomimo tego, że pod tym kodem działa wielu przedsiębiorców ściśle współpracujących z zamkniętymi branżami, a tym samym także pozbawionych przychodów.
Zamarcie ruchu turystycznego i trudności w przekraczaniu granicy były źródłem problemów Barbary Bielinowicz, która od 1991 r. zajmuje się handlem przygranicznym na Pomorzu Zachodnim. Przez wprowadzone obostrzenia niemieccy kupujący (zwłaszcza ci z Meklemburgii-Pomorza Przedniego) nie mogą przekroczyć granicy. To sprawiło, że jej firma straciła swoje główne źródło dochodu.
Natomiast Monika Tęcza od 25 lat prowadzi sklep z pamiątkami na krakowskim rynku. W 2020 r. liczba osób odwiedzających stolicę Małopolski spadła w ubiegłym roku o 43,4 proc. W przypadku gości zagranicznych tąpnięcie wyniosło ponad 74 proc. Pod koniec roku, z powodu zamknięcia hoteli i atrakcji turystycznych, liczba turystów spadła niemal do zera. Mimo braku przychodów, tarcza nie objęła swoim zasięgiem biznesu pani Moniki.
Paweł Churzępa jest jubilerem. Podkreśla, że w ciągu ostatnich miesięcy rząd dwukrotnie – w listopadzie i styczniu – radykalnie ograniczył działalność w centrach handlowych, pozwalając działać tylko wybranym sklepom. Jednak nie wszystkie zamknięte firmy w galeriach mogą składać wnioski o pomoc. Pominięte zostały chociażby sklepy z zabawkami, sprzętem elektronicznym czy właśnie jubilerzy.
Sala zabaw dla dzieci, prowadzona przez Ewelinę Szmit, rozpoczęła działalność dopiero w 2020 r. Pierwszy lockdown zatrzymał rozwój firmy, jednak odmrożenie gospodarki na wiosnę i w lecie pozwoliło biznesowi wyjść na prostą. Ostatni kwartał wypełniony był rezerwacjami na imprezy na dzieci, które niestety w wyniku drugiego faktycznego zamknięcia gospodarki trzeba było odwołać. Brak możliwości porównania spadku przychodów, z powodu braku prowadzenia działalności w 2019 r., wyeliminował panią Ewelinę z przeważającej części programów pomocowych.
Joanna Dłużniewska prowadzi sklep odzieżowy w mniejszym mieście. Ten konkretny rodzaj działalności znalazł się w tarczach. Niestety, w wyniku niedopatrzenia, przedsiębiorstwu wpisano inny dominujący kod PKD. I tylko z tego powodu, mimo ponad 70 proc. spadku obrotów, pani Joanna musi wciąż uiszczać składki na ubezpieczenia społeczne i nie otrzyma świadczenia postojowego, ani dotacji na prowadzenie działalności.

– Wszyscy tu obecni przedsiębiorcy reprezentują sektor MŚP. Przed epidemią ich działalność doskonale się rozwijała i pozwalała utrzymać siebie oraz najbliższą rodzinę. Dopiero koronawirus i zamknięcie gospodarki sprawiły, że firmy te zaczęły borykać się z problemami – powiedział na konferencji Adam Abramowicz.

Data publikacji: 17.02.2021, 07:57

Na 654 istniejące kody Polskiej Klasyfikacji Działalności tylko 54 objęła rządowa pomoc w trakcie jesienno-zimowego lockdownu. Przedsiębiorcy, a w ich imieniu rzecznik MŚP od tygodni apelują o objęcie większej liczby biznesów wsparciem. Specjalną petycję do wicepremiera Jarosława Gowina podpisało ok. 2 tys. przedsiębiorców. Podziałało, do tarcz pomocowych mają zostać włączone wszystkie firmy, które miały spadek obrotów na poziomie 70 proc. i więcej, bez względu na ich kod PKD. Taka jest przynajmniej wstępna deklaracja wicepremiera

W związku z koronakryzysem niektórzy przedsiębiorcy musieli zamknąć swoje biznesy

– Firmy, których PKD nie zostały przyjęte do pomocy z tarcz nie mogą normalnie od czterech miesięcy pracować. Nie mają środków, aby spełniać swoje zobowiązania wobec ZUS, banków czy kontrahentów. Znalazły się na krawędzi bankructwa – mówił na specjalnej konferencji prasowej rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz. Wzięli w niej udział przedsiębiorcy, którzy podzielili się swoimi trudnymi doświadczeniami z ostatnich miesięcy.

Niewłaściwe PKD. Historie przedsiębiorców
Magdalena Leszczak-Wardęga ma firmę, która wynajmuje namioty wraz z wyposażeniem na targi i imprezy rozrywkowe. Od marca 2020 r. jest niemal pozbawiona jakichkolwiek przychodów, a mimo to nie została objęta rekompensatami. Powód? Jej kod PKD 77.39 Z (wynajem i dzierżawa pozostałych maszyn, urządzeń oraz dóbr materialnych) nie został zakwalifikowany do tarczy pomocowej. Stało się tak pomimo tego, że pod tym kodem działa wielu przedsiębiorców ściśle współpracujących z zamkniętymi branżami, a tym samym także pozbawionych przychodów.

Zamarcie ruchu turystycznego i trudności w przekraczaniu granicy były źródłem problemów Barbary Bielinowicz, która od 1991 r. zajmuje się handlem przygranicznym na Pomorzu Zachodnim. Przez wprowadzone obostrzenia niemieccy kupujący (zwłaszcza ci z Meklemburgii-Pomorza Przedniego) nie mogą przekroczyć granicy. To sprawiło, że jej firma straciła swoje główne źródło dochodu.

Natomiast Monika Tęcza od 25 lat prowadzi sklep z pamiątkami na krakowskim rynku. W 2020 r. liczba osób odwiedzających stolicę Małopolski spadła w ubiegłym roku o 43,4 proc. W przypadku gości zagranicznych tąpnięcie wyniosło ponad 74 proc. Pod koniec roku, z powodu zamknięcia hoteli i atrakcji turystycznych, liczba turystów spadła niemal do zera. Mimo braku przychodów, tarcza nie objęła swoim zasięgiem biznesu pani Moniki.

Paweł Churzępa jest jubilerem. Podkreśla, że w ciągu ostatnich miesięcy rząd dwukrotnie – w listopadzie i styczniu – radykalnie ograniczył działalność w centrach handlowych, pozwalając działać tylko wybranym sklepom. Jednak nie wszystkie zamknięte firmy w galeriach mogą składać wnioski o pomoc. Pominięte zostały chociażby sklepy z zabawkami, sprzętem elektronicznym czy właśnie jubilerzy.

Sala zabaw dla dzieci, prowadzona przez Ewelinę Szmit, rozpoczęła działalność dopiero w 2020 r. Pierwszy lockdown zatrzymał rozwój firmy, jednak odmrożenie gospodarki na wiosnę i w lecie pozwoliło biznesowi wyjść na prostą. Ostatni kwartał wypełniony był rezerwacjami na imprezy na dzieci, które niestety w wyniku drugiego faktycznego zamknięcia gospodarki trzeba było odwołać. Brak możliwości porównania spadku przychodów, z powodu braku prowadzenia działalności w 2019 r., wyeliminował panią Ewelinę z przeważającej części programów pomocowych.

Joanna Dłużniewska prowadzi sklep odzieżowy w mniejszym mieście. Ten konkretny rodzaj działalności znalazł się w tarczach. Niestety, w wyniku niedopatrzenia, przedsiębiorstwu wpisano inny dominujący kod PKD. I tylko z tego powodu, mimo ponad 70 proc. spadku obrotów, pani Joanna musi wciąż uiszczać składki na ubezpieczenia społeczne i nie otrzyma świadczenia postojowego, ani dotacji na prowadzenie działalności.

– Wszyscy tu obecni przedsiębiorcy reprezentują sektor MŚP. Przed epidemią ich działalność doskonale się rozwijała i pozwalała utrzymać siebie oraz najbliższą rodzinę. Dopiero koronawirus i zamknięcie gospodarki sprawiły, że firmy te zaczęły borykać się z problemami – powiedział na konferencji Adam Abramowicz.

Apel 2 tys. firm
To tylko kilka spośród wielu historii przedsiębiorców poszkodowanych przez lockdown i często dziurawe tarcze antykryzysowe. Rzecznik MŚP podkreśla, że pomoc państwa dla firm związana z pandemią koronawirusa nie powinna być uzależniona od kodów PKD, lecz od spadku obrotów.
Czujemy się bezradni i wykluczeni z programów pomocowych dla przedsiębiorców – wtórują Joanna Dłużniewska i Magdalena Leszczak-Wardęga. Przedsiębiorczynie były pomysłodawcami specjalnej petycji do wicepremiera Jarosława Gowina. Podpisało ją ok. 2 tys. właścicieli firm.
Wszyscy wnioskowali o przyznanie prawa do pomocy z tarczy 6.0 i tarczy finansowej PFR 2.0 dla mikro, małych i średnich firm, notującym spadek obrotu co najmniej 70 proc. bez względu na PKD. Apelowano także o uwzględnienie w tarczach nowych firm otwartych do dnia ogłoszenia pandemii.
Abramowicz podkreśla, że każdego dnia docierają do niego sygnały ws. problemów finansowych firm, które mają trudności z otrzymaniem środków pomocowych lub ich nie dostają wcale. Wskazał na dwa przykłady aptek w szpitalach oraz sklepików szkolnych, które nie mogą normalnie funkcjonować. – Przez PKD nie określimy wszystkich zamkniętych branż, dlatego proponujemy zastosowanie kryterium spadku obrotów 70 proc. – zaznaczył rzecznik MŚP.

Deklaracja wicepremiera Gowina ws. zmiany zasad pomocy
W resorcie rozwoju odbyło się również spotkanie z udziałem rzecznika MŚP oraz przedstawicieli przedsiębiorców. Efektem jest deklaracja wicepremiera Gowina, że resort rozwoju, pracy i technologii ma rozpocząć prace w obszarze rozszerzenia programu tarcz.
Ministerstwo na Twitterze podało, że tematem poniedziałkowych rozmów były „dodatkowe formy wsparcia dla polskich przedsiębiorców, którzy odczuwają negatywne skutki pandemii koronawirusa oraz współpraca z biznesem”.
– Premier Gowin obiecał rozpocząć prace nad włączeniem do tych wszystkich PKD także grupy firm o spadku obrotów 70 proc. i więcej (...) – przekazał na konferencji prasowej Adam Abramowicz. Dodał, że miałoby to dotyczyć m.in. firm które otworzyły się w grudniu 2019 r. oraz w całym 2020 r.
Rzecznik przyznał, że na razie nie wiadomo, ile jest takich przedsiębiorców, którzy nie mogą korzystać z tarcz i odnotowują bardzo wysoki spadek obrotów w związku z COVID-19. Zwrócił uwagę, że taką informację może – na podstawie JPK – przygotować resort finansów. Wtedy też – jak dodał – możliwe będzie oszacowanie kosztów ewentualnej pomocy. Najważniejszy cel udało się jednak osiągnąć: uzyskanie wsparcia ma być niezależne od posiadanego kodu PKD i daty rozpoczęcia działalności.

Obowiązujące wsparcie dla firm
Tymczasem, jak zauważa rzecznik MŚP, obecnie pomoc jest udzielna przy 40 proc. spadku obrotów w przypadku tarczy branżowej i 30 proc. przy tarczy finansowej PFR.
Środki pomocowe w ramach traczy branżowej jak i tarczy PFR są dedykowane firmom, które szczególnie ucierpiały z powodu koronawirusa. W obu przypadkach muszą się one wykazać m.in. odpowiednim kodem PKD z wymienionych kilkudziesięciu, który uprawnia je do pomocy państwa.
W ramach tarczy branżowej firmy mogą być zwolnione z opłaty składek na ZUS, otrzymać dodatkowe świadczenie postojowe, małą dotację, czy dofinansowanie do miejsc pracy. W przypadku tarczy finansowej pomoc jest udzielana w formie subwencji, która może być w 100 proc. umorzona.

16 lutego 2021

Wbrew rządowej propagandzie tysiące firm nie dostaje od państwa żadnej pomocy z najnowszych "tarcz antykryzysowych". Mimo, że przez pandemię straciły wszystko - pisze Leszek Kostrzewski.

Przykład: Działam w szeroko pojętej branży rozrywkowej. Zajmujemy się wynajmem hal namiotowych i namiotów oraz wyposażenia typu stoły, krzesła itd.

Namioty są wynajmowane na imprezy plenerowe, sportowe, kulturalno-rozrywkowe, w tym koncerty, wigilie miejskie, eventy organizowane dla ludności przez urzędy miast i gmin. Namioty są widoczne na Dożynkach Prezydenckich, konferencjach państwowych i firmowych, odgrywają istotną rolę na targach, przyjęciach weselnych czy komuniach.

Bezsprzeczny jest więc fakt, że zajmujemy się tym, co od marca 2020 r. poprzez wprowadzenie zakazu organizacji imprez masowych zostało „zamrożone”.

Mam ponad 80-procentowy spadek przychodów. Niestety, w kodach PKD wytypowanych do pomocy tego nie widać. Według decydentów ja na pomoc więc nie zasługuję.

Nieuwzględnienie mojego kodu PKD w "tarczy finansowej" PFR 2.0 skutkuje jeszcze jedną rzeczą. Otóż nie mogę się starać o 100-proc. umorzenie z "tarczy finansowej" PFR 1.0. Jest to podwójna strata przypieczętowana pogłębieniem już dramatycznej sytuacji, w jakiej znajduję się jako przedsiębiorca odpowiadający całym swoim majątkiem.

10,1 proc. - W 2020 r. firmy leasingowe udzieliły finansowania w wysokości łącznie prawie 70,1 mld zł, o 10,1 proc. mniejszej niż rok wcześniej – ogłosił w poniedziałek Związek Polskiego Leasingu (ZPL), do którego należy 30 firm, reprezentujących 90 proc. polskiego rynku leasingu.

2,7 proc. - Inflacja w styczniu wyniosła 2,7 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. To nie są jeszcze dokładne dane, a jedynie wstępny szacunek (bez podziału na towary i usługi). Jednak już wiadomo, że wzrost cen okazał się większy od średniej prognoz rynkowych analityków, którzy przewidywali, że w styczniu rok do roku ceny wzrosną o 2,4 proc.

Aż 36 proc. Polaków i Polek między 25. a 34. rokiem życia wciąż mieszka z rodzicami. Przodują w tym mężczyźni. W wielu gminach domu rodzinnego nie opuściła ponad połowa z nich

Fala zbuntowanych wzbiera, więcej restauracji się otworzy. Gastronomia odpowiada na konferencję premiera
Dominika Maciejasz - 5 lutego 2021 | 14:44

- Członkowie rządu zapowiadali w rozmowach z nami jesienią, że nie pozwolą na otwarcie restauracji do marca 2021 roku. Myśleliśmy wówczas, że to żart. Teraz patrzymy, jak spełnia się czarny scenariusz - mówią po dzisiejszej konferencji rządu przedsiębiorcy z branży gastronomicznej.
Od 12 lutego otwarte będą kina, teatry, hotele (z 50-procentowym obłożeniem), baseny i obiekty sportowe na wolnym powietrzu – ogłosił dzisiaj rząd. Mimo otwarcia hoteli restauracje hotelowe mogą wydawać posiłki tylko na wynos (dotyczy to też gości hotelowych). Będzie je można zjeść jedynie w pokojach.
Restauracje zamknięte do marca?
Branża gastronomiczna jest oburzona ogłoszonymi dziś decyzjami. – Odmrożono inne branże, nas pominięto. Tym samym spełnia się czarny scenariusz nakreślony jesienią przez wiceminister rozwoju Olgę Semeniuk. Powiedziała ona wówczas na spotkaniu z przedsiębiorcami, że nie weźmie odpowiedzialności za otwarcie gastronomii do marca 2021 roku. Myśleliśmy wówczas, że to żart, i nie wierzyliśmy w ten scenariusz – mówi Sławomir Grzyb, sekretarz generalny Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.
Na ogłoszone przez rząd nowe zasady bezpieczeństwa epidemicznego restauratorzy zareagowali dziś samowolnym otwarciem kolejnych lokali. Tak postąpiła m.in. restauracja Swojskie Jadło w Bytomiu. A grupa Strajk Przedsiębiorców zapowiedziała falę otwarć kolejnych gastronomicznych biznesów.
– Cokolwiek by wprowadzili rozporządzeniami, nie będę tego respektował. Jeśli przychodzi do mnie klient i chce zjeść posiłek na miejscu, podaję mu go do stołu. Jestem legalistą, znam swoje prawa. Rząd nie ma prawa zamknąć mi lokalu jakimś zwykłym rozporządzeniem. A antidotum, jakie ma na moje problemy, to wzięcie kredytu obrotowego. Wolne żarty. Jak tak dalej pójdzie, to moje kredyty jeszcze moje wnuki będą spłacać przez sytuację, w jakiej postawił mnie rząd – mówi Jarosław Kaszubowski, restaurator z Gdańska.
Dorota Rydygier, właścicielka restauracji Voila w Krakowie, z trudem powstrzymuje łzy. – Otworzyłam biznes w lutym ubiegłego roku – za późno, by przyznano mi świadczenia z "tarcz antykryzysowych". Zalegam z czynszem, w ZUS-ie. Nie mam żadnej pomocy, a biznesu nie mogę uruchomić. Jak można tak postępować z przedsiębiorcami? Dlaczego nasza branża jest dyskryminowana? Jak można doprowadzać ludzi na skraj załamania nerwowego? – pyta kobieta.

20 tysięcy wykluczonych z pomocy
Rządowe „tarcze antykryzysowe” przyznawane są na podstawie PKD (Polska Klasyfikacja Działalności) – tylko na podstawie wiodącego kodu. Ci, którzy mają wpisane co innego, niż wymaga rządowe rozporządzenie, nie mogą liczyć na subwencje, choć też działają w gastronomii. To nie tylko 20 tys. restauracji w Polsce, ale też dystrybutorzy czy wypożyczalnie sprzętu restauracyjnego. Ponadto z pomocy są wykluczone osoby, które otworzyły lokal po 1 listopada 2019 roku.
W poniedziałek restauratorzy z całej Polski podpisali z kancelarią prawną Dubois i Wspólnicy umowę na przygotowanie pozwu zbiorowego przeciwko skarbowi państwa. Zgłosiło się do niego kilkuset przedsiębiorców z branży gastronomicznej.
– 150 tys. pracowników branży straciło zatrudnienie w zawodzie, który jest ich pasją i życiem. 20 tys. restauratorów zostało wykluczonych z pomocy finansowej rządu – mówi Sławomir Grzyb, prezes IGGP.

Gastronomowie będą domagać się odszkodowań finansowych za poniesione straty przez pracowników i pracodawców branży. Pozew zostanie złożony, jak tylko przystąpi do niego tysiąc pokrzywdzonych podmiotów – prawdopodobnie stanie się to na przełomie marca i kwietnia. IGGP szacuje, że dochodzone odszkodowania przekroczą kwotę jednego miliarda złotych.





Jak długo gospodarka wytrzyma obostrzenia? Pytamy ekspertów „Forbesa”
Jak polska gospodarka radzi sobie w czasie pandemii, czy należy przedłużać lockdown i co oznacza dla tysięcy firm utrzymywanie przez rząd koronawirusowych restrykcji – między innymi o to zapytaliśmy ekspertów Forbesa, praktyków i teoretyków biznesu, a także przedstawicieli świata nauki. Jeden z wniosków jest oczywisty – przedłużanie lockdownu w nieskończoność bez realnego, finansowego wsparcia rodzimej gospodarce nie wróży niczego dobrego

Gospodarka w czasie pandemii koronawirusa
dr hab. Aneta Hryckiewicz, Akademia Leona Koźmińskiego
Dane z GUS pokazujące, że polska gospodarka skurczyła się tylko o 2,7 proc., a nie jak wcześniej zakładaliśmy 3-3,5 proc. pokazują, że Polska gospodarka relatywnie dobrze poradziła sobie z pandemią. Czynnikami, które wpłynęły na ten efekt były zdecydowanie wielkość rządowych pakietów pomocowych, ale również eksport, który szczególnie w drugim kwartale odbił się i znacząco urósł.
Niemniej jednak niepokojącą informacją jest ogromny spadek inwestycji (8,7 proc.), który zdecydowanie będzie się pogłębiać. Należy się spodziewać również, że konsekwencje pandemii w sektorze przedsiębiorstw dopiero teraz zaczną być uwidaczniane. Gdy mieliśmy pierwszy lockdown sytuacja finansowa wielu przedsiębiorców była bardzo dobra ze względu na wcześniejsze lata prosperity i oszczędności. Wielu z nich miało zapas gotówki na przetrwanie pierwszego zamrożenia. Do tego duża skala tarczy finansowej pozwoliła na uniknięcie systemowych problemów w wielu branżach.
Obecnie jesteśmy od ponad roku trwania pandemii, gdzie wiele branż funkcjonowało tylko przez kilka miesięcy. Ich sytuacja finansowa pogorszyła się znacznie, a oszczędności stopniały. Kredyty operacyjne zostały w bankach ograniczone w największym stopniu w porównaniu do wszystkich innych typów kredytów.
Ponadto dostęp do pomocy finansowej ze strony państwa mocno ograniczono. Co więcej, wielu przedsiębiorców nie otrzymało pomocy z „tarczy” pomimo ich kwalifikacji. Coraz częściej słyszymy o problemach finansowych oraz o potencjalnych bankructwach również dużych firm, takich jak Gatta czy też Gołębiewski, a wiele firm stara się ratować, szukając możliwości sprzedania biznesu, póki jeszcze jest co sprzedawać. Dziś wiele branż jest na skraju „wytrzymałości” finansowej i nie sądzę, aby przy obecnych uwarunkowaniach długo wytrzymali.

Paweł Śliwowski, Polski Instytut Ekonomiczny
Nie ma jednej prostej odpowiedzi na to pytanie [jak długo gospodarka da sobie radę – red.]. Trzeba pamiętać, że restrykcje w Polsce są mniej surowe niż w większości krajów zachodniej Europy. Nie mamy godzin policyjnych lub innych ograniczeń przemieszczania obywateli, a wyłączenia działalności gospodarczej dotyczą wybranych branż.
Odnotowaliśmy pierwszy od trzech dekad spadek PKB, ale niższy od oczekiwań analityków. Do tego są inne znaki, że gospodarka radzi sobie nadspodziewanie dobrze, np. dane o produkcji i eksporcie z końca 2020 r.
Oczywiście są branże, jak gastronomia, rozrywka, hotelarstwo, część handlu, które ponoszą największe straty. W styczniu przeprowadziliśmy badanie firm na potrzeby pierwszego odczytu Miesięcznego Indeksu Koniunktury PIE i BGK. Niemal 2 na 3 badane firmy deklarowały, że mają płynność finansową wystarczającą na minimum 3 miesiące. Najtrudniejsza jest sytuacja mikrofirm, wśród których co dziesiąta deklarowała, że nie ma już środków, a 1 na 5 respondentów wskazywał, że płynności wystarczy maksymalnie na miesiąc.
Niestety pojawiają się głosy, że przy obecnym tempie szczepień w Europie i nowych, groźniejszych szczepach wirusa, ograniczenia działalności, np. limity obsługiwanych klientów, będą konieczne jeszcze przez wiele miesięcy. Może się spełnić zapowiedź byłego komisarza amerykańskiej agencji ds. żywności i leków, który na początku pandemii powiedział, że powinniśmy się przyzwyczaić do „gospodarki na 80 procent”.

dr Tomasz Kasprowicz, wykładowca, przedsiębiorca
Pytanie jest zbyt ogólne, by dało się na nie zwięźle odpowiedzieć. Są branże gospodarki, które nie muszą niczego „wytrzymywać” – a wręcz powodzi im się lepiej niż przed pandemią: szeroko rozumiana branża IT, dystrybucja, branża zaopatrzenia medycznego. Duża część branży produkcyjnej także nie cierpi: Europa urządziła swoje home office polskimi meblami.
Problem wytrzymania dotyczy konkretnych branż: turystyki, gastronomii, fitness itd. W przypadku firm małych już obserwujemy upadki i przebranżowienia. To zresztą w tych branżach nic nowego – choć skala jest inna. Można się spodziewać równie szybkiego powrotu do działalności, kiedy restrykcje ustąpią – z gospodarczego punktu widzenia jest to więc mało znaczące.
Ale jest to znaczące jako osobiste tragedie, utrata dorobku życia, wpadnięcie w długi. To w bardziej mierze problem społeczny niż gospodarczy. Gorzej wygląda to w przypadku firm większych z dużym majątkiem i dużymi kosztami stałymi. Tu już obserwujemy upadłości, a odbudowa nie będzie prosta ani gładka. Szczególnie, że długotrwałe lockdowny na trwałe zmieniają przyzwyczajenia konsumenckie i powrót popytu może nie być tak dynamiczny, jak wielu się spodziewa.

Branża spożywcza w czasie pandemii koronawirusa
Marek Moczulski, Unitop
Polska gospodarka została już poważnie zdemolowana poprzez wprowadzanie ograniczeń i restrykcji, które nie do końca zostały przemyślane. Brak oceny wszystkich skutków obostrzeń oraz przeprowadzenia dokładnych wyliczeń, jak zamknięcie danej branży wpłynie na sytuację ekonomiczną kraju (oraz wszelkich innych skutków, jak chociażby psychicznych dotykających społeczeństwa), były ogromnym błędem.
Dziś praktycznie zupełnie odcięte od dochodów są branże: hotelarska, gastronomiczna, rozrywkowa, kulturalna czy organizatorzy targów. Ucierpieli też dostawcy do sektorów objętych obostrzeniami. Jedno jest pewne: rok 2021 będzie trudny dla przedsiębiorców, a jeśli nic się nie zmieni, czeka nas fala bankructw. Jeśli dalej rząd nie pozwoli pracować firmom, czeka nas pauperyzacja i hiperinflacja. Zwróćmy uwagę na to, że ceny wybranych produktów już wzrosły, między innymi z powodu wprowadzenia podatku cukrowego.
Dodatkowe koszty związane z pandemią sięgały w firmach z sektora MŚP nawet jednej czwartej wszystkich wydatków, było to m.in. przystosowanie powierzchni do wymogów sanitarnych. Dziś te biznesy są zamknięte decyzjami odgórnymi. Firmy nie zarabiają i nie mają środków na regulowanie wcześniej zaciągniętych kredytów, zapłatę za czynsz czy pensje dla pracowników. Polski przedsiębiorca potrzebuje stabilizacji i przewidywalności. Przedsiębiorcy potrzebują wsparcia wyrażonego w braku przeszkadzania im w zarabianiu. Musi też być minimum stabilności, albowiem prowadzenie biznesu polega w dużej mierze na planowaniu, a to jest trudne w czasach niepewności.

Franczyza w czasie pandemii koronawirusa
Andrzej Krawczyk, Akademia Rozwoju Systemów Sieciowych
Trudno jest mówić ogólnie o całej gospodarce, ponieważ sytuacja wygląda różnie w poszczególnych branżach. Prawdziwą skalę problemów poznamy zapewne mniej więcej w połowie 2021 r., gdy przestaną działać rządowe programy pomocowe.
Na chwilę obecną, po jedynie częściowym zniesieniu obostrzeń od początku lutego, w najtrudniejszej sytuacji jest chyba gastronomia, a w szczególności ci, którzy nie są w stanie przestawić się na sprzedaż z dowozem. W przypadku gastronomii rozwijającej się poprzez franczyzę ten problem jest mniejszy, ponieważ tu wiele podmiotów od początku swojej działalności dostosowało się do sprzedaży na wynos i w dowozie. W związku z tym mamy do czynienia ze zjawiskiem przyłączania się do sieci franczyzowych niezależnych przedsiębiorców gastronomicznych, którzy zmuszeni zostali do zrezygnowania z dotychczasowej działalności.

Mikromobilność w czasie pandemii koronawirusa
Jakub Olek, Lime
Branża zrównoważonej mobilności zyskała nowy wymiar w trakcie pandemii. Ludzie szukają bezpiecznego sposobu przemieszczania się z zachowaniem zasad utrzymania dystansu społecznego, a to zapewniają rowery czy elektryczne hulajnogi.
Niektóre miasta w Europie, jak np. Mediolan, dofinansowują mieszkańcom korzystanie z takich rozwiązań, by limitować liczbę pasażerów w transporcie publicznym. Wierzymy, że w trakcie wychodzenia z pandemii ten trend się utrzyma, a nawet wzmocni. Miasta będą wspierać korzystanie z takich rozwiązań, by zmniejszać obciążenie transportu publicznego i korki, a firmy z branży zrównoważonej mobilności będą inwestować w dostępność urządzeń i poszerzać floty swoich pojazdów o kolejne rodzaje urządzeń jak np. skutery miejskie itd.
Jednak utrzymywanie lockdownu oznacza mniejsze obroty, bo mniej osób przemieszcza się po mieście i nie korzysta z zamkniętej infrastruktury miejskiej. Dla branży mikromobilności utrzymywanie lockdownu wraz z nadejściem sezonu wiosennego byłoby bardzo niekorzystne.

5 lutego 2021

Kolejne miasta znoszą opłaty za koncesję na sprzedaż alkoholu. O pomocy dla krakowskiej gastronomii zdecydują radni
(G.W. - Ada Chojnowska - 5 lutego 2021 | 06:00)
Trójmiasto, Poznań, Szczecin, Katowice - dzięki zmianie przepisów kolejne miasta deklarują zniesienie części opłat za koncesję na alkohol dla gastronomii. Taki krok zapowiedział też prezydent Nowego Sącza. Co z Krakowem?
Problemy lokali, których głównym źródłem utrzymania jest sprzedaż alkoholu, zaczęły się już w kwietniu. Podczas pierwszego lockdownu, kiedy podobnie jak teraz zamknięta była gastronomia, mimo braku dochodów branża wciąż była zmuszona do uiszczania opłat za sprzedaż alkoholu. O ile restauracje mogą się ratować sprzedażą posiłków na wynos, o tyle sytuacja pubów czy barów była i jest znacznie trudniejsza.
Opłaty za koncesję nie da się zawiesić
- Opłata koncesyjna jest jednym z większych rocznych wydatków, który w obecnej sytuacji znacząco wpływa na płynność finansową - mówił wiosną Jarosław Guzda, prowadzący specjalizujący się w piwach rzemieślniczych lokal Omerta na krakowskim Kazimierzu. I podkreślał, że opłata za koncesję jest bezzwrotna. Nie da się jej też zawiesić, a brak zapłaty automatycznie pozbawia przedsiębiorcę zezwolenia. W sytuacji, kiedy gastronomia liczy każdą złotówkę, nie wiedząc, czy uda się uratować firmy i kiedy będą mogły zacząć działać, to opłaty "w ciemno".
Wsparcie dla gastronomii
Sytuacja zmieniła się dopiero teraz. Pod koniec stycznia w życie weszła nowelizacja ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, umożliwiająca radom gmin wprowadzenie ulg dla przedsiębiorców prowadzących gastronomiczną sprzedaż alkoholu.
Problemy lokali, których głównym źródłem utrzymania jest sprzedaż alkoholu, zaczęły się już w kwietniu. Podczas pierwszego lockdownu, kiedy podobnie jak teraz zamknięta była gastronomia, mimo braku dochodów branża wciąż była zmuszona do uiszczania opłat za sprzedaż alkoholu. O ile restauracje mogą się ratować sprzedażą posiłków na wynos, o tyle sytuacja pubów czy barów była i jest znacznie trudniejsza.
Opłaty za koncesję nie da się zawiesić
- Opłata koncesyjna jest jednym z większych rocznych wydatków, który w obecnej sytuacji znacząco wpływa na płynność finansową - mówił wiosną Jarosław Guzda, prowadzący specjalizujący się w piwach rzemieślniczych lokal Omerta na krakowskim Kazimierzu. I podkreślał, że opłata za koncesję jest bezzwrotna. Nie da się jej też zawiesić, a brak zapłaty automatycznie pozbawia przedsiębiorcę zezwolenia. W sytuacji, kiedy gastronomia liczy każdą złotówkę, nie wiedząc, czy uda się uratować firmy i kiedy będą mogły zacząć działać, to opłaty "w ciemno".
Krakowski magistrat już wiosną zwrócił się do Ministerstwa Rozwoju o wprowadzenie ułatwień dla takich przedsiębiorców. Kwestię wysokości, terminów i zasad opłat za koncesję regulują bowiem przepisy ustawowe. Kraków proponował m.in. zmianę terminu płatności drugiej z trzech rat za zezwolenia (z 30 maja na 30 września), wykreślenie przepisu nakładającego opłatę dodatkową (podwyższoną) na przedsiębiorców, którzy nie uiszczą opłaty za zezwolenia w terminie, a także uproszczenie procedury przyznawania nowych zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych. Bez efektu.
Wsparcie dla gastronomii
Sytuacja zmieniła się dopiero teraz. Pod koniec stycznia w życie weszła nowelizacja ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, umożliwiająca radom gmin wprowadzenie ulg dla przedsiębiorców prowadzących gastronomiczną sprzedaż alkoholu.
Zwolnienie z części opłat za koncesję zapowiedziały już m.in. Szczecin, Bytom, Chorzów, Katowice, Puławy i Trójmiasto (to ostatnie wraz ze zwrotem równowartości jednej raty tym, którzy w styczniu opłacili stawkę za cały rok z góry). Poznań we wtorek zdecydował się odroczyć płatności do 30 września i zapowiada, że być może część tegorocznych opłat zniesie całkowicie.

2 lutego 2021
Tarcza 7,0 obowiazuje od poniedziałku.
Od 1 lutego można składać wnioski o świadczenie postojowe (1300 zł lub 2080 zł) oraz zwolnienia ze składek zusowskich za jeden lub dwa miesiące. "Tarcza antykryzysowa 7.0" jest już dostępna dla przedsiębiorców.
Świadczenie postojowe przysługuje za grudzień 2020 lub grudzień i styczeń 2021. Wniosek można złożyć tylko za pośrednictwem Platformy Usług Elektronicznych ZUS. Nie później jednak niż w ciągu trzech miesięcy od miesiąca, w którym zostanie zniesiony stan epidemii.
Do wypłaty świadczenia kwalifikują się ci przedsiębiorcy, których przychód z działalności w jednym z dwóch miesięcy przed miesiącem, w którym złożą wniosek, był niższy co najmniej o 40 proc. w stosunku do przychodu uzyskanego w miesiącu poprzednim lub w analogicznym miesiącu poprzedniego roku. ZUS wypłaci je tylko tym, których działalność jest zarejestrowana we właściwym PKD (Polska Klasyfikacja Działalności). Musi to być ich przeważające PKD!
Są to: sprzedaż detaliczna (odzież, obuwie i wyroby skórzane zarówno w wyspecjalizowanych sklepach, jak i targowiskach oraz żywność, napoje i wyroby tytoniowe na straganach i targowiskach), usługi hotelarskie (w tym pola kempingowe i namiotowe), gastronomia, produkcja, dystrybucja i projekcja filmów, działalność fotograficzna, turystyczna, targowa, sportowa (wypożyczalnie sprzętu, zajęcia pozaszkolne - sportowe i artystyczne), nauka jazdy i języków obcych. Postojowe dotyczy także działalności paramedycznej, fizjoterapeutycznej, rozrywkowej (domy strachów, wesołe miasteczka, parki rozrywki), kulturalnej (muzea) oraz pralni.
ZUS sprawdza PKD przedsiębiorcy w rejestrze REGON. Jeśli przedsiębiorca zmienił je po 30 listopada 2020, nie kwalifikuje się do wypłaty.

Dotacje także dla samozatrudnionych
W poniedziałek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział uruchomienie programu dotacji dla mikro-i małych przedsiębiorstw. Wysokość dotacji to maksymalnie 5 tys. zł i jest ona docelowo bezzwrotna. Żeby nie musieć jej zwracać, należy przez następne trzy miesiące od jej udzielenia kontynuować działalność gospodarczą. Wnioski są dostępne na stronie praca.gov.pl. Pomoc dotyczy jednak także wybranych branż - 48 kodów PKD, które w dużej mierze pokrywają się z tymi z "tarczy 7.0".

Jakie warunki trzeba spełnić? Firma musi posiadać status mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniać od jednej do dziewięciu osób) lub małej firmy (mniej niż 50 pracowników, roczny obrót lub suma bilansowa nieprzekraczająca 10 mln euro). Przeważający kod PKD firmy musiał być wpisany przed 30 września 2020 roku, a działalność nie była zawieszona w tym okresie. Tu także obowiązuje wymóg 40-procentowego spadku przychodów w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku (należy podać albo październik, albo listopad 2020) w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Jak informuje kancelaria premiera, wnioski o dotacje mogą też składać samozatrudnieni, jeśli spełnią powyższe wymogi (z wyjątkiem wymogu o statusie przedsiębiorstwa).

31 stycznia 2021 (wyborcza.biz)
Rząd nie chce dawać pieniędzy firmom, które mimo zakazu się otwierają. Policja i sanepid są bezradne
Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
18 stycznia 2021 | 11:34

W sprawie odbierania pieniędzy przedsiębiorcom, którzy się otworzą w czasie lockdownu, premier odsyła do wicepremiera Gowina. A Gowin zapewnia, że nikt z nim przepisów nie konsultował.
Protest się rozszerza. Polska Federacja Fitness zapowiada otwarcie klubów:
„Nadszedł ten dzień, kiedy po wielotygodniowych analizach, szacowaniu ryzyka, weryfikacji kilkunastu opinii prawnych…01.02.2021 #OTWIERAMY BRANŻĘ FITNESS – BEZ WZGLĘDU NA DECYZJĘ RZĄDU W KWESTII DALSZYCH OBOSTRZEŃ”
Dlaczego 1 lutego? „Wielu z Nas jest zmuszonych skompletować swój skład pracowników na nowo bądź w znacznej części. Do tego dochodzą przygotowania prawne, sanitarne oraz wiele, wiele innych czynników” – twierdzi organizacja.
Oprócz oficjalnie otwieranych placówek coraz więcej firm działa w szarej strefie, niby jest zamknięta, ale w rzeczywistości otwarta np. dla stałych gości. Płaci się tam jednak bardzo często pod stołem, gotówką. Podatków z tego nie będzie.
Rząd w panice usiłuje ugasić protest
Stosuje metodę nahaja i marchewki. Marchewka – od piątku ruszyła specjalna rządowa infolinia. Przedstawiciele m.in. Agencji Rozwoju Przemysłu oraz infolinii biznes.gov dzwonią do firm, które wcześniej zapowiadały w mediach społecznościowych, że złamią kwarantannę, i usiłują ich przekonać do zmiany zdania.
Pytają, czy przedsiębiorcy korzystali wiosną z „tarcz”, czy składali wnioski o pomoc itp. Akcję nadzoruje wiceszefowa MRPiT Olga Semeniuk.
Z drugiej strony jest nahaj. Rząd straszy, że kto się otworzy, nie dostanie pieniędzy z „tarczy finansowej 2.0”, która wystartowała 15 stycznia.
Rząd powołuje się na art. 23 ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19. „Tu chodzi o bezpieczeństwo zdrowotne".
Ten artykuł to opcja atomowa rządu. Jest on dość długi, ale jego sens sprowadza się do tego, że jeśli przedsiębiorca naruszy ograniczenia, nakazy i zakazy w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii, to jest to podstawa do odmowy udzielenia pomocy publicznej.
Rzecznik Przedsiębiorców uważa, Że przepisy są nieprecyzyjne
Czy rząd faktycznie może odmówić wypłaty pieniędzy, jeśli ktoś otworzy biznes w lockdownie?
Coraz więcej prawników mówi, że nie.
Wątpliwości ma nawet Adam Abramowicz, nominowany przez PiS rzecznik małych i średnich przedsiębiorców. Uważa on, że uchwalone przepisy są nieprecyzyjne
„Z Tarczy Finansowej 2.0 nie będą mogli skorzystać beneficjenci, którzy naruszają ograniczenia, nakazy i zakazy ustanowione w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Pojawiają się jednak wątpliwości, ponieważ nie wiadomo zgodnie z którymi naruszeniami ograniczeń, nakazów i zakazów, ustanowionych w związku z wystąpieniem stanu epidemii, i przez kogo stwierdzonych, jak również w jakim trybie ma być odmawiane wsparcie przedsiębiorcom. Tym bardziej, że w Regulaminie PFR stwierdzono, że NIEKTÓRE ASPEKTY PROGRAMU 2.0 MAJĄ MIEĆ CHARAKTER UZNANIOWY I OCENNY NA ZASADZIE RACJONALNEJ UZNANIOWOŚCI” – pisze w swoim oświadczeniu rzecznik Abramowicz i dodaje że już na etapie tworzenia ustawy, która ma pozwalać odbierać przedsiębiorcom pieniądze, zgłaszał do niej zarzuty.

Rzecznik poprosił też rząd o wyjaśnienie nieprecyzyjnych przepisów. Ale do dziś ich nie uzyskał. Mało tego, po jego pytaniach nikt nie przyznaje się do kontrowersyjnego przepisu.
– Po wejściu w życie art. 23 ustawy z 30 listopada 2020 r. do ministra Rozwoju, Pracy i Technologii oraz z 4 grudnia 2020 r. do Prezesa Rady Ministrów Rzecznik MŚP zwrócił się ponadto o wyjaśnienie istotnych wątpliwości, jakie może rodzić praktyka stosowania tego przepisu.
– W toku korespondencji pomiędzy organami wyjaśniono, że powyższa regulacja nie była konsultowana z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii, a właściwym do udzielania wyjaśnień ma być Ministerstwo Zdrowia. Natomiast Kancelaria Prezesa Rady Ministrów poinformowała, że sprawę według kompetencji skierowała do Wicepremiera i Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii dr. Jarosława Gowina – wyjaśnia rzecznik.
To nie lekkomyślność firm. To desperacja
Co, jeśli sądy stwierdzą nieważność decyzji sanepidu lub uchylą mandaty karne?
Rząd zamyka firmy rozporządzeniem. A według niedawnego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu byłoby to dopuszczalne, ale w przypadku ogłoszenia stanu klęski żywiołowej.
W takich sytuacjach PFR będzie oddawał pieniądze?
– Przedsiębiorcy, któremu mimo spełnienia warunków dla uzyskania subwencji z PFR instytucja ta mimo zawartej umowy odmówi wypłaty tego świadczenia albo odmówi zawarcia umowy, bo w jej ocenie naruszy obowiązki wynikające z przepisów ustawy w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19, będzie przysługiwało prawo domagania się zawarcia umowy, wykonania jej lub dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia – potwierdza doradca podatkowy Przemysław Hinc.

W czwartek petycję do premiera wysłał prezes Krajowej Izby Gospodarczej Andrzej Arendarski:
„Apeluję, aby państwo uporządkowało kwestię odszkodowań za bezprawny lockdown i podjęło próbę odzyskania zaufania przedsiębiorców. Jawny publiczny opór przeciwko zamykaniu gospodarki nie bierze się z lekkomyślności przedsiębiorców, tylko desperacji wynikającej z widma bankructwa połączonej z brakiem szacunku administracji dla dorobku ich życia”.
Według naszych informacji rząd będzie chciał znieść niektóre ograniczenia od 1 lutego. Chodzi tutaj głównie o ponowne odmrożenie centrów handlowych. Ale coraz bardziej realny jest scenariusz, że po poluzowaniu gospodarki w lutym, lockdown powróci w marcu. Kiedy znów pogorszy się sytuacja epidemiczna.
Przypomina to falowanie: znoszenie części ograniczeń oraz powrót dzieci z klas I -III do szkół zwiększy liczbę zakażeń, które będzie można zbić tylko kolejną „narodową kwarantanną”.
Tyle że cierpliwość przedsiębiorców jest już na wyczerpaniu. Albo dostaną pomoc od rządu, albo padną.
A efekt szczepionek pojawi się najwcześniej w maju.

19 stycznia 2021
Mimo obowiązujących obostrzeń w całej Polsce otwierają się restauracje, hotele, pensjonaty.
Buntuje się Podhale, buntuje się też Śląsk. Skali zjawiska nie zna nikt. Policja i sanepid często nie wiedzą, co robić. Przedsiębiorcy kolportują między sobą instrukcję, jak się zachować w przypadku wizyty funkcjonariuszy.
Przykład? Sanepid i policja weszły w sobotę do restauracji Oliviarnia Łódź. Nagranie trafiło do internetu.
- Poproszę podstawę prawną dlaczego lokal ma być zamknięty do 18 stycznia - pyta właścicielka.
- Bo wszystkie lokale są zamknięte - pada odpowiedź urzędniczki.
Dyskusja trwa dalej.
- Na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów - mówi urzędniczka.
- A rozporządzenie Rady Ministrów na jakiej podstawie jest wydane? - uparcie pyta właścicielka.
Tu już zapadła konsternacja.